piątek, 24 stycznia 2014

Okocie - ziemski raj utracony

Zacznijmy od tego, że z Wilna Aleksander Gutt wyjechał do Warszawy, gdzie w 1824 roku został magistrem prawa, a następnie przeniósł się do Suwałk, gdzie został patronem Trybunału Cywilnego. W Suwałkach zamieszkał w domu rejenta Jana Zapiórkiewicza, którego żona, Helena z Referowskich, miała siostrę, Marię Gabrielę, młodziutką wdowę po Gustawie Myszkowskim, synu właściciela rozległych dóbr Świętojeziory w powiecie Mariampolskim. Wkrótce Aleksander i Maria wzięli ślub, a ze Świętojezior godna część przypadła nowej rodzinie wdowy. Perłą w koronie tych dóbr był majątek Okocie, o którym teraz będę chciał opowiadać...


Informacje, które tu podaję, zaczerpnąłem z litewskiego źródła - z wirtualnego muzeum bitwy pod Staciszkami, jaką stoczyły oddziały Pawła Suzina z wojskiem rosyjskim 29 czerwca 1863 roku. W muzeum tym dużo miejsca poświęcono właśnie Okociu i jego właścicielom. Akuočių kaimas - wieś Okocie na stronie http://statiske.lt/index.php/bendruomene/akuociu-kaimas (od 2016 roku nie istnieje).

Henrikas Rimkus, historyk, polityk Sajudisu, zmarły w 2002 roku, pisał tam tak:

Stuletnie dęby pamiętają jeszcze grafów Guttów

  Król Prus Fryderyk Wilhelm II nadał 3 stycznia 1783 klucz dóbr Świętojeziory Mikołajowi Myszkowskiemu de Mirów, ale od XIX wieku folwarkiem Okocie, należącym do tych dóbr, zarządzali Niemcy Guttowie, mieszkający w dworze niedaleko wzgórza Melnyčios. Zdjęcia kamiennej wieży tego dworu i ogrodu różanego opublikował w 1930 roku  Akiro-Biržio w książce "Alytaus apskritis (Okręg olicki)".
   Według Juozasa Petrauskiego, Guttowie w 1863 roku wspierali uczestników powstania, a na miejscowym cmentarzu ukrywali broń oraz ściganego Idzkowskiego. W 1868 roku zarząd nad majoratem Sereje i puszczą Šilo objął były carski minister wojny Mikołaj Suchozanet, który odmówił Okocianom prawa do wybudowania karczmy pod pretekstem, że jest tam za mało domostw. Wtedy Guttowie zebrali wszystkich okolicznych Niemców i w ciągu kilku tygodni zbudowali dwanaście glinianych chałup. A karczmę ozdobili tablicą namalowaną przez  Idźkowskiego(1).Władanie Guttów zakończyło się w 1894, kiedy to wzniesiono im nagrobek w stylu niemieckim, na którym umieszczono imiona - Ferdynanda, Edwarda, Aleksandra, Zygmunta i Aleksandra juniora. Na nagrobku znajdowały się jeszcze trzy pionowe wsporniki stanowiące cokół z krzyżem czterometrowej wysokości na szczycie. W kamiennej krypcie spoczęły metalowe, platerowane trumny Guttów, a całość otaczało ogrodzenie z kutego żelaznego łańcucha na kamiennych kolumnach. Na uboczu stała kaplica, która już nie istnieje.
Po Guttach majątkiem zarządzali Polacy Świąteccy. W 1902 roku, jak 
wcześniej wspomniano, Michalina  Swiątecka przekazała do kościoła w Metelach obraz świętej Dziewicy Maryi.Najwyraźniej, po parcelacji majątku w 1925 roku Puchas Świątecki sprzedał ośrodek powracającemu ze Stanów Zjednoczonych Johnowi Faustowi, który tutaj znalazł swoją śmierć. Obawiających się zarazy Niemców ostrzegli mieszkańcy wsi Żagary, że od pierwszego dnia wojny ukrywają się we dworze czerwonoarmiejscy czołgiści. Pijani niemieccy motocykliści podjechali blisko dworu, strzelając do ukrywających się, ale nie angażując w walce dział ani karabinów maszynowych. Po potyczce około tuzina zwłok zabrali ze sobą, a co najmniej pół setki Rosjan pochowano w wykopanym rowie. Ciało zastrzelonego Fausta znaleziono i pochowano na cmentarzu przy dworze w Serejach.
  Ponownie dwór był świadkiem horroru 20 października 1945 roku, kiedy partyzanci pod dowództwem Antanasa Gruszkasa bez strat własnych rozproszyli grupę sowieckich aktywistów, część których popełniła samobójstwa. Jedynie "Dainavos", Albert Perminas-Jurininkas, adiutant partyzanckiego sztabu okręgowego, odniósł lekkie obrażenia. W marcu 1952 roku poddał się ostatni partyzant z Okocia, J. Karcziauskas-Audriunas.
W latach powojennych dwór służył jako dom opieki dla starców. Niestety po pożarze nie został odbudowany i uległ całkowitemu i nieodwracalnemu zniszczeniu. 
  W 1970 roku groby Guttów były otwierane i oglądane przez pracowników kołchozu, poszukujących możliwości zwiększenia powierzchni upraw. W wyniku tych działań całkowicie zdemolowano kryptę i groby, porozrzucano szczątki trumien i starano się odzyskać z nich metal. Szczęśliwie dewastację przerwał przewodniczący okręgu serejskiego Pranas Mikelionis, który zarządził ponowny pochówek. Zmieszane szczątki zostały pogrzebane, a grób, chociaż w ograniczonej formie, istnieje nadal. 


A teraz świadectwa okolicznych mieszkańców, którzy przekazali opowieści swoich babek i dziadków, pamiętających czasy XIX wieku (wg Juozas Petrauskas „Seiriju praeities takais“ ("Na starych ścieżkach Sereji"):

  • zanotowano 1975.III.23, Gardziulevičiaus Juozo s. Jurgio, lat 75, zam. we wsi Mockonie, gm. Sereje pow. Łoździeje: 
"Wcześniej dwór w Okociu stał na skraju lasu, jego właścicielami byli Gudas (w rzeczywistości Guttowie), pod lasem były ich groby rodzinne, na jednym z nich widniał napis po polsku "Módl się za nami Święta Maryjo". Później dwór przeniesiono na wzgórze przed drogą z Serej do Meteli. Groby te są teraz zniszczone." 

  • Zanotowano 1975.IV.8, Jono Muliuolio, zam. wieś Mikabalie"  
"Moja babka pochodziła ze wsi Żagary, śpiewała w chórze kościelnym w Serejach, a dziadek brał udział w procesjach i uroczystościach kościelnych. Wiele mi opowiadali o Serejach. Mieszkańcy Żagarów nie byli chłopami pańszczyźnianymi, byli szlachtą. Właścicielem  majątku Okocie był Gutt. Latem, gdy było dużo pracy w polu, której nie byli w stanie podołać chłopi pańszczyźniani, prosił on także okoliczną drobną szlachtę o pomoc w żniwach. Majątek był pięknie zagospodarowany, wysokie drzewa sadu stojące w gęstej mgle, przed dworem duży klomb obsadzony pięknymi kwiatami, pośród kolumn ustawione gliniane donice wypełnione smołą, w którą wetknięto knoty. Po zmroku zapalano te knoty i roztaczał się wtedy wielki blask. Po skończonej pracy Gutt zapraszał tę drobną szlachtę na przyjęcie, częstował owocami, traktował jak równych sobie panów. Stara Guttowa - to była stara Niemka - lubiła głosić przepowiednie. Mówiła, że zanim nastąpi koniec świata, wszyscy ludzie będą Niemcami. Kiedy podczas Wielkiego Postu ogłaszano w kościele zawieszenie postu i można było jeść mięso i pić mleko, dokuczałem babce mówiąc, że proroctwo Guttowej się spełniło, a babka odpowiadała: 'Kto wie, może i mówiła prawdę.'
Majątek Sereje należał do generała, ale generał tam nie mieszkał, więc majątek wydzierżawiano. Najemcy mieszkali we dworze. Właścicielom Okocia i Serej władze ograniczały możliwość budowania karczm. Najemca Serej skarżył się, że nie ma prawa zbudować karczmy, bo w jego majątku jest mniej niż dwanaście zagród. Wtedy Gutt ściągnął niemieckich budowniczych, którzy w ciągu kilku tygodni wybudowali dwanaście domów z gliny, piękniejszych i wygodniejszych niż te stojące dotychczas. Ludzie dziwili się ogromnie, że można budować gliniane domy. Przed karczmą powieszono tablicę, na której namalowany był właściciel majątku Okocie, Gutt, wskazujący jednym palcem najemcę majątku Sereje - Osipowskiego
(2). Tablica ta wkrótce zniknęła."  


W pamięci mieszkańców Guttowie pozostali Niemcami, chociaż ani Aleksandra (ewangelika reformowanego), ani jego synów gospodarujących w Okociu (katolicy), za Niemców uznać nie można. Zagadkowo brzmią wspomnienia o "starej Guttowej", która lubiła przepowiednie. Aleksander owdowiał, gdy jego żona miała 36 lat, i nigdy powtórnie się nie ożenił. Synowie - Zygmunt i Aleksander - zmarli w 1882 roku bezżennie. Tak więc "starą Guttową", która mieszkała w dworze mogłaby być Ludwika z Guttów 1v.Brekowska 2v.Polkowska, zmarła w Wiejsiejach w 1881 roku, która owdowiawszy po drugim mężu mogła prowadzić gospodarstwo bratanków. Mogła to być również Aurora Amalia (ur. 1818 w Gniewie) córka Teodora Natanaela Gutta, stryja Aleksandra seniora. Aurora zwana Amalią prowadziła stryjecznemu bratu gospodarstwo domowe w Warszawie pośmierci jego żony. A po jego śmierci w 1862 roku mogła przenieść się do Okocia.Tym bardziej jest to prawdopodobne, że Zygmunt objął też majątek Trakiany, a Aleksander junior pobliskie Kurdymokszty i Rymieć. Tyle na dzisiaj, ale do tematu Okocia jeszcze wrócimy...
 (1) Prawdopodobnie chodzi o Aleksandra Idźkowskiego (Ićkowskiego), ur. w 1833 r., wójta Dobliszek w 1859 r. i Serej w roku 1862.
 (2) Ksawery Osipowski (ur. 1830), syn Michała Ksawerego (1804-1856) był najemcą Serej po swoim ojcu.



 

środa, 15 stycznia 2014

"O roku ów..." - 1812 rok w Wilnie, akces do konfederacji warszawskiej z podpisem Jerzego Gutta

E. Łopaciński, Akcesy do konfederacji warszawskiej rządu i obywateli Wielkiego Księstwa Litewskiego
Ateneum Wileńskie, R. XI, 1936.

"... aktykacja w księgach ziemskich powiatu wileńskiego za rok 1812 akcesu do konfederacji warszawskiej 1812 roku rządu i obywateli Wielkiego Księstwa Litewskiego;... ogółem podpisane pod tym aktem są 632 osoby; większość przeważająca — to ludzie mało lub zupełnie nieznani na szerszej  widowni świata politycznego — urzędnicy powiatowi niższej kondycji, sędziowie rozmaitych dykasteryj, spora liczba adwokatów i szereg osobistości z niewiadomego środowiska, których tytuły dawno nieaktualne, jak np. budowniczy mozyrski, skarbnik połocki, łowczyc województwa połockiego, dowodzą o ich szlacheckiem pochodzeniu, jak również kilku szambelanów Dworu Polskiego; tem niemniej to dodawanie anachronistycznych tytułów z epoki tak niedawnej niepodległości Polski dowodzi nie zerwanej więzi między dawnemi a nowemi laty, dawnemi a nowemi czasy.
Niektórzy z podpisanych na tym akcesie starają się zapewne nie z chęci karjery, lecz z głębokiej radości, że można jawnie manifestować swe uczucia przywiązania do Ojczyzny — z zapałem wypisać i wyznać swe przekonania lub przeszłość, np. Karol Tymowski dodaje „wysłużony oficer polski", a Felicjan Pomarnacki przypomina, że był sędzią kryminalnym w 1794 roku w Wilnie, gdy sądzono hetmana Kossakowskiego; Onufry Zapaśnik zaznacza, że był komisarzem „ciwilno-porządkowym" powiatu stwołowickiego po uchwaleniu konstytucji 3-go maja. Możnaby wyliczyć masę podobnych szczegółów, zakończę jednak jeszcze ostatnim, najbardziej wzruszającym: ks. Stanisław Ryłło, altarysta świętojerski katedralny wileński, „były artylerji litewskiej bombardjer" (czy to nie ten duchowny, co ustrzelił pułkownika Diejewa w czasie szturmowania przez Rosjan Ostrej Bramy w 1794 roku?). Większa ilość profesorów Uniwersytetu Wileńskiego ze Śniadeckim na czele figuruje pod akcesem, wśród nich nie brak i Pelikana; wątpić należy, czy większość czyniła to szczerze, nawet nie tylko Niemcy i Francuzi, lecz i Polacy — dowodem, jak potem spotykali tak samo, a możę więcej zapalnemi i pompatycznemi mowami wielkiego triumfatora Aleksandra — Anioła, jak teraz niezwyciężonego boga wojny Napoleona. A powód jasny — większość ludzi to oportuniści, łaknący spokoju i kęsa mniej lub więcej omaszczonego chleba i czczący silną władzę, bo ta tylko im to zapewni. Duchowieństwo katolickie podpisywało się z pewnem ociąganiem, jak gdyby umyślnie, pierwsi natomiast z zadziwiającą skwapliwością umieścili swe podpisy przedstawiciele prawosławnego duchowieństwa, oraz b. zrozumiale biskup unicki Adrjan Hołownia. Znamienne są podpisy, jawnie reasekuracyjne na wszelki wypadek, subprzeora wikarjusza karmelitów Wszystkich Świętych oraz zastępcy przełożonego klasztoru karmelitów bosych (nomen—omen) ks. Sicińskiego — z dodatkiem „na zawołanie rządowe", czyt. „za przymusem rządowym". Czy bali się o cudowny obraz Ostrobramskiej Opiekunki, czy tylko o własną skórę, któż to zbada? Jednakże w porównaniu z innemi zakonami wykazali małoduszność. Przedstawiciele duchowieństwa ewangelicko-reformowanego i ewangelicko-augsburskiego figurują również.
Przedstawicieli uczniów Uniwersytetu nie brak, widnieją nazwiska przedstawicieli sztuk pięknych: malarzy Jana Rustema i Daniela oraz architekta Jana Jelskiego, jak również znakomitego bibljografa późniejszego, Adama Jochera—wtedy studenta Uniwersytetu Wileńskiego. Euzebiusz Słowacki i Ferdynand Szpitznagel podpisani jeden obok drugiego przypominają nam w tej chwili uroczystej późniejszą taką samą przyjaźń synów — wielkiego Juljusza i nieszczęśliwego Ludwika. Chociaż nadpisany jakgdyby później, wyłania się podpis Jakóba Towiańskiego (błędnie Jabóka), ojca znanego później „pseudo-proroka" Andrzeja Towiańskiego; jest i jego imiennik Andrzej Towiański b. nędznej pamięci, a nie „pseudo—prorok", gdyż ten miał wtedy lat 14 zaledwie. Głośnych i znanych nazwisk kilkanaście, wiadomych i zapalonych szczerych patrjotów, wierzących ślepo w gwiazdę Napoleona, jako zbawcy Polski i działających w tym duchu od dawna zapomocą wpływów i emisariuszy; — następnie duża ilość mieszczan wileńskich, drobnej szlachty — oficjalistów wielkich panów, urzędników, sędziów, palestry — wszyscy bezwzględnie szczerze życzący zmiany, wyzwolenia ojczyzny, ci ostatni jednakże jeszcze bardziej radykalnych reform społecznych, zniesienia przywilejów stanowych, uwolnienia włościan z poddaństwa, uwłaszczenia etc.; co do duchowieństwa, profesorów i wielu, wielu innych, to ci działali, bo inaczej nie wypadało, bo wszelka władza od Boga pochodzi, lecz farmazoni francuzcy nawet z pozornie pogodzonym z Papieżem—Napoleonem, nie napawali ich ani rozkoszą, ani nadzieją, poza tem obawa przed masonerją i radykalizmem reform społecznych górowała nad pragnieniem niepodległości u większości. Zresztą nastroje społeczeństwa polskiego na Litwie 1812 roku dostatecznie oświetlił wszechstronnie na zasadzie ogromnej ilości materjałów prof. Iwaszkiewicz w swej pracy „Litwa w 1812 roku".
Wypis z księgi wieczystej wileńskiego sądu ziemskiego nr. 15, r. 1812 rej. 15-A, przechowywanej w Archiwum Państwowem w Wilnie. (karty 479/1003, 1008 V.-1020).
Ąktykacja akcesu sejmu warszawskiego z podpisami ziemiaństwa i obyw. X-twa Lit-go. Roku tysiąc ośmset dwanastego m-ca augusta trzeciego dnia.
Przed aktami ziemskiemi p-tu wileńskiego stawiając osobiście wjmć. pan Józef Kossakowski sekretarz jeneralny Komisji Rządu Lit-go akces ten do konfederacji Jeneralnej Królestwa Polskiego obywateli ks-t-wa Lit-go na uroczystym otwarciu aktu tego przytomnych do akt podał w te słowa pisany:
—Akt Konfederacji Generalnej sejmujących w Warszawie stanów Akces do tejże Konfederacji Warszawskiej Rządu i obywateli Wielkiego Ks-t-wa Lit-go.—Działo się w Wilnie w kościele katedralnym dnia czternastego lipca tysiąc ośmset dwunastego roku.—
My Komisja Rządu Tymczasowego w Wielkim Księstwie Litewskim — administracja Departamentu Wileńskiego — duchowieństwo świeckie i zakonne obrządku łacińskiego, grecko-unickiego i wszelkich innych wyznań—Akademja, władze sądowe, marszałek, podprefekt z obywatelami ziemskiemi, prezydent z municypalnością —  wszystkie korporacje i zgromadzenia miasta, zgoła zbór mieszkańców W. Ks. Lit-go dziś w mieście Wilnie przytomnych zebraliśmy się w kościele katedralnym wileńskim w przytomności jaśnie wielmożnych senatorów i posłów od sejmu i konfederacji warszawskiej delegowanych; gdzie wysłuchaliśmy aktu nam przeczytanego i tu wpisanego, zawierającego w sobie to cnotliwe przedsięwzięcie, aby rozerwane Królestwa Polskiego i W. Ks-t -wa Lit-go kraje połączyły się na nowo w jedno polityczne ciało i wróciły do dawnej swej ojczyzny, jej swobód i posiadłości, łącząc wszystkie nasze żądze, usiłowania i sposoby do osiągnienia tak świętego i upragnionego celu w odzyskaniu ojczyzny, w ustaleniu jej bytu, siły i pomyślności, przystępujemy do Związku Konfederacji Warszawskiej i ten akt przystępu, jako braterskie i obywatelskie przymierze, w przybytku i obliczu Boga, używając potężnej i litościwej Jego pomocy, własnemi rękami podpisujemy.
— U tego akcesu podpisy takie—Przy boku J. C. K. Mści teraz zostający Tadeusz Morski, Generał Dywizji przy boku N. C. ... Wincenty Wołyncewicz Sidorowicz Porucznik Wojsk Rosyjskich, Ks. Tomasz Puzyna Koad. Kanon. Wileń. Mateusz Zabłocki Porucznik W. W. Ks-twa Lit-go—Jan Grobicki Adwokat Sądu Gł-go Lit-go — Ks. Michał Jurewicz Kościoła ś-o Jańskiego — Leopold Klotd—Ignacy Dmnchowski—Jan Hurynowicz—Ks. Jan Kanty Chodani Profesor Uniwersytetu Wileń. m. pr.—Ks. Jan Onufry Zawadzki Profesor m. pr. — Jerzy Gutt — Onufry Orłowski Ławnik Sądowy m. Wilna — Konrad Rypiński — Antoni Chludziński Starosta Dziwiniski — Grzegorz Czapski Kapitan regimentu trzeciego JW Mikołaja Czapskiego G. Majora i Kawalera orderu ś-to Stanisława ... 
... —Antoni Żukowski—Jan Sulima Puczyński—Wincenty Chrul—Wincenty Grużewski Sędzia— Karol Bielski Mostowniczy p-tu kobryńskiego — Jan Rychter - Antoni Książę Giedroyć Prezydent Sądu Granicznego — Po podaniu do akt jest takowy akces wespół z podpisami w księgi ziemskie p-tu wileńskiego wpisany. "

niedziela, 1 grudnia 2013

Historia "Kamienicy Gutta", czyli c.d. co nam mówią stare wileńskie kamienice


 
Co nam mówi stara wileńska kamienica - „kamienica Gutta” - przy Wielkiej 40, opowiadał jakiś czas temu Kazimierz Römer. Ale wiemy o tej kamienicy znacznie więcej, bo jej historia zaczyna się w połowie XVII wieku. Poczytajmy.

Przed 1670 rokiem właścicielem znajdującego się w tym miejscu placu, kamienicy i ogrodu był podkomorzy oszmiański Samuel Hieronim Kociełł. Co prawda ogród jakoby należał do juryzdyki Metropolity Unickiego, ale plac podlegał prawu ziemskiemu, a na placu stały trzy domy zespolone w jedną kamienicę, zwaną „starą”. Kociełł planował dalszą rozbudowę posiadłości i dokupił również sąsiednie posesje. W 1674 od Jezuitów nowogródzkich nabył dom po ks. prałacie Krzysztofie Przesławskim, a w 1676 od Bekiera kamienicę Jana Dezauza (pisownia wg dokumentów), sekretarza króla Michała Wiśniowieckiego. Kamienica ta stała co prawda na gruncie metropolitalnym, ale w 1714 roku Metropolita potwierdził odstąpienie go Kociełłom. W skład posesji wszedł również przylegający do niej domek z ogrodem, należący do kuśnierza Filipa Konstantynowicza. Po śmierci Samuela dom należał do Michała Kazimierza Kociełła. W 1717 roku sukcesorzy przekazali całą posesję księżom Paulinom.

Z tych czasów pochodzą „inwentarze”, które opisywały stan posiadłości. Między innymi inwentarz z 1686 tak opisuje ogród należący do posesji: „Sad przeciwko kamienicy starej, do którego drzwi na zawiasach..., przy tym sadzie ogródek niewielki dla jarzyny ogrodnej, do tego ogrodku drzwi na zawiasach...”.  A w 1688: „Naprzód kamienica stara. Sad przeciwko tej kamienicy ..., w którym różne drzewa nayduią się, jabłoniowe, gruszkowe, wiszniowe. Przy tym sadzie jest spatium dla jarzyny ogrodnej, do tego ogroda drzwi..., przy tym sadzie studnia ciesielską robotą wystawiona...”

W 1750 roku bracia Paulini sprzedali place i kamienice Łopacińskim, a ci już w 1759 roku odsprzedali je Żabom.  W 1792 roku Żabowie całość posesji przekazali Grabowskim, którzy następnie w tym samym roku sprzedali ją Radziszewskim. Od nich to Jerzy Gutt kupił place domy i ogrody w 1800 roku.

Zaraz w 1801 roku nowy właściciel rozpoczął porządki i inwestycje. Przede wszystkim w porozumieniu z sąsiadem, Nowickim, wymurował ścianę graniczną w miejsce dawnych drewnianych płotów. Na fundamentach starej kamienicy, przytykających do ściany dawnej kamienicy Komarów a później prałata Kontryma, Gutt wystawił nowe mury. Dziedziniec starej kamienicy miał długość ok. 60 m (13 prętów 26 pręcików), toteż można było wypuścić fundamenty starej kamienicy w dziedziniec w kierunku ogrodu tak, by powiększyć obrys nowej kamienicy. Jak wcześniej wspominano w 1805 roku kamienica podniesiona została do trzeciej kondygnacji, opartej o dom wdowy Lachowiczowej.

Ogród na tyłach posesji miał długość ok. 260 m, a jego wartość wynosiła, według szacunku Gutta, równowartość kilku włók ziemi ornej. Był to obiekt pożądania sąsiadów aptekarza i powód procesów, jakie toczył od 1820 do 1825 roku z Hołdakowskimi i młodszymi Radziszewskimi, którzy nie mogli przeboleć sprzedania ogrodu przez ich ojców.

W listopadzie 1835 r. zamordowany został w swoim domu aptekarz Jerzy Gutt. Sukcesorzy w 1840 roku doszli do porozumienia, że dom obejmie Anna z Guttów Malinowska, żona historyka Mikołaja Malinowskiego. Ale formalnie stała się jedyną właścicielką domu dopiero w 1842 roku, jak o tym wspominał Józef Rokicki, administrator domu Guttów w 1848 roku.

Trudny to był okres. Problemy finansowe sprawiły, że Anna Malinowska zaciągała pożyczki pod hipotekę domu, m.in. u hrabiego Rajnolda Tyzenhauza w 1853 roku. Wtedy prawdopodobnie hrabia zaczął myśleć o przejęciu domu, co mu się wreszcie udało w 1863 roku.

środa, 27 listopada 2013

Spory o kamienicę Gutta

Po śmierci w 1861 roku Edwarda Gutta, orientalisty i byłego tłumacza poselstwa rosyjskiego przy dworze perskim, syna aptekarza Georga Gottlieba Gutta, dom przy Wielkiej 40 (lub wg ówczesnej numeracji Zamkowej/Wielkiej 108) został przez sukcesorów sprzedany. Nabywcą był znany w Wilnie arystokrata Rajnold Tyzenhauz, który jeszcze w końcu lat 50-tych XIX w. udzielał Annie z Guttów Malinowskiej pożyczek pod hipotekę tego domu.  Transakcję realizował wnuk aptekarza, Zygmunt Gutt, poeta, muzyk, pisarz polityczny, właściciel klucza Trakiany-Okocie. Niestety i wówczas usiłowano dla uniknięcia podatków przeprowadzać różne kombinacje, na których, jak historia pokazała, Tyzenhauz znał się lepiej. Zygmunt nie darował mu straconych pieniędzy aż do śmierci, angażując w odzyskanie tej kwoty wiele znanych i zasłużonych osób. Poniżej wierszowany pamflet przeciwko Tyzenhauzowi, który Gutt napisał po rozprawie sądu polubownego w Wielkanoc 1878 roku w Wilnie (ze zbiorów Biblioteki Jagiellońskiej). Smakowite.

 
 

Marszałkowskie Sądy

W Wielki Czwartek 1878 r.

Szkice obyczajowe z Wileńskiego bruku

p B. Świerszcza.

 
                                                                                                              Do  
                                                                                                              Edwarda Römera.
 
Nie jam Cię wybrał na sędziego sporu
Bo Tyś hrabiowską dostał nominacją.
Nie byłeś sędzią z mojego wyboru,
Lecz sprawa czysta. Świętą Świerszcz miał racją.
Kto by nie sądził, nie czuł on obawy.
A Edward Römer – głoszą - „Człowiek prawy”,
Choć nie przegada Pana „adwokata”...                                 (Brochockiego)
Chociaż Domejki moralnie nie wzniesie...
No!... ukrzyżują!... Lecz w takim procesie
Römer przynajmniej wyda sąd Piłata!...
                Ja tak mniemałem, gdy oni posłowie
                Hrabiego – dali do mego podpisu
                Ów akt zwołania niby kompromisu...
                Lecz nie dość na tem, że arbitr-sędziowie
                Wszyscy wybrani z Tyzenhauza świty.
                Ale o dziwy! Ci światłym poglądem
                Mają dać wyrok przeciw jednej stronie...
                Bo hrabia nawet nie staje przed sądem.
                To sąd na Gutta!... W hrabiego obronie!...
Veto! Panowie, takie trybunały
Dotąd się w Litwie nie praktykowały!
Tyzenhauz dłużny – przyznaje, że dłużny,
Skoro dziś Römer za niego chciał płacić!...
Gutt więc ma prawa, nie chce łask, jałmużny!
Lecz wyście radzi magnata wzbogacić
Z krzywdą bliźniego, z krzywdą czci i mienia...
O! Powinszować czystego sumienia!...
                Hrabia wypędził Gutta z jego chaty,
                Ani procentu, ani kapitału
                Od lat czternastu nie płaci, bogaty,
                A u Was na to nie ma trybunału?
Czy tu potrzeba głowy Salomona,
Gdy rzecz tak prosta, tak jasna, tak czysta.
Wszak z Gutta domu Tyzenhauz korzysta,
Niech za dom płaci i sprawa skończona!
                Magnat przywłaszcza skarbowe „poszliny”...
                Frymarczy słowem, krzywdą się bogaci...
                Podstępem wdziera się pod dach, nie płaci.
                Wy nie możecie w tem dopatrzeć winy?...
Przed złotym cielcem schyleni w pokorze
Na stos ofiarny skazujecie brata
W Wielkim Tygodniu... Z Was żaden nie może
Krzyżując... wydać choćby Sąd Piłata!?
                Wy śmiecie żądać, Wy z czystym sumieniem,
                By Gutt za gardło przez policję wzięty...
                Dał Wam „rozpiskę”... że jego spór święty
                Był – do Hrabiego prostem urojeniem!?
Wy śmiecie żądać, abym pokrzywdzony,
Bez prawa głosu, bez prawa obrony,
Gdy mi wydarta mych praojców chata,
Uchylił czoło przed workiem magnata?
                Darzycie rublem... mówiąc: „I to z łaski...
                Bo lat dziesięciu zaszło przedawnienie.”
                Ja wolę raczej pozdzierać Wam maski...
                A krzywda moja na Wasze sumienie! ...
Zaiste bardzo ciekawy wypadek
I wielki honor spotkał emigranta -
Hrabia Tyzenhauz wziął po Guttach spadek.
Widocznie przyznał mnie za familianta!
Zaszczyt nie lada! Mego ślepowrona
Niemieckich grafów przykryje korona.
Świetna affera! Kto wie? W przyszłym czasie
Gdy grosz mój w Jego procentuje kassie,
Może z kolei bez dzieci, bez żony...
Zamrze, legując Guttowi swe miliony?..
Nie lada gratka! ... I gruba gotówka!
Wprawdzie koło niej uwija się wdówka...
Mamunie córki na ... „rzempołkę” wiodą...
O tom spokojny; nie skuszą urodą...
Chociaż graf chwali, jeśli „ładna skóra...”,
Lecz na tem koniec! O! Pożal się Boże!...
Wąż z rajskiem jabłkiem ... tam nic nie pomoże,
Gdzie poskąpiła złowroga natura,
Dając apetyt, żądze na milliony,
Lecz ... wstręt do kobiet! Graf nie pojmie żony.
                Mamunie, papy, niech w łokieć całują...
                Mogą też córki bawić w melomanki...
                Umrze bezdzietnie, kto żył bez kochanki...
                A więc: Przezdzieccy... i Gutt sukcedują!...
Ongi na słowo polskiego magnata
Była nabytą moich dziadów chata.
Prałat Bowkiewicz, Romery, Domejki
Byli świadkami całej opperacji,
Że za dom Hrabia nie dał mi kopiejki,
Kazano czekać!... Bo graf z licytacji
Chciał dom już własny powtórnie kupować,
By coś na ... „kaźnie poszlin” utargować.
                Graf kazał czekać, cierpliwie czekałem,
                Aby Tyzenhauz na targach pozornych
                Do swego domu nabył praw bezspornych,
                Boć ja, prywatnie, dom mu już sprzedałem.
                Cały interes więc mnie nie dotyczył.
                Dziewięć tysięcy; dał mi na to słowo,
                Że w jego kassie mam ten grosz po stryju!
Aż wtem – powstanie! ... Rządy Murawiewskie...
Na emigracją wychodzę o kiju...
I na tułactwie, bez chleba, bez dachu,
Tonąc... chwytam się o zbawienia deskę...
Nie umrę z głodu, oto nie ma strachu,
Nie potrzebuję od Francyi jałmużny...
Dziewięć tysięcy Tyzenhauz mi dłużny!
                 Hrabia Przezdziecki, w Kraju zasłużony,
                Głośny z prawości i w literaturze,
                Więc brat z Kraszewskim po duchu i piórze...
                Tyzenhauz bratem Przezdzieckiego żony.
                Gdy mnie Kraszewski w opiekę przyjmuje,
                Przez Przezdzieckiego, gdy poczyni kroki,
                Więc Tyzenhauza weźmiemy za boki...
                Summę Przezdziecki mi wywindykuje.
Ja tak mniemałem. Kraszewski łaskawie
Wziął się do dzieła wnet z Przezdzieckim razem,
Lecz graf Tyzenhauz odrzekł, że „w tej sprawie
Gutt ma się liczyć nie z nim, a z Prykazem;
Że on dom kupił z targów, z licytacyi, ...
Że do Prykazu szacunek wypłacił,
Że Gutt od Niego żądać nie ma racyi.”
                Na domiar złego Gutt w Prykazie stracił:
                Był w emigracyi, zaszła „dawność” prawna...
                Rząd skonfiskował. Lecz tu rzecz zabawna:
No! Gutt w Prykazie pieć tysięcy stracił,
Boć tyle Hrabia do Prykazu złożył.
Kosztem więc Gutta hrabia Skarb bogaci...
Lecz czemuż cztery tysiące umorzył?
Wszak zgodził dziewięć! Dał słowo magnata,
Że mnie szacunek z targów nie dotyczy,
Że on mi dziewięć tysięcy odliczy
Skoro na Niego prawnie przejdzie chata!
Na to dowody są, na to są świadki,
Rząd pięć zagrabił, Graf połknął ostatki!...
Dziś więc o cztery tysiące spór idzie.
Niech mi zapłaci summę i procenta.
Mam słowo grafa, świadków, dokumenta!
Ja ex-emigrant zrujnowany w biedzie,
Głodny wróciłem do głodnej Ojczyzny.
Wszak z grafa łaski już pół ojcowizny
Rząd skonfiskował! Niech choć resztę zwróci!
Czyż ja tu żądam daru, czy jałmużny?
Czy się Gutt pienia, processuje, kłóci?
Czemuż nie płaci Tyzenhauz, gdy dłużny?!
Każą mnie sądzić... Koncept wyśmienity.
Hrabia za „swodem zakonow” ukryty,
Sąd pieczeniarzy!.. Więc wyrok moralny...
I sprawiedliwy... pod laską marszałka.
Gdyby nie „dawność”... to fakt, nie przechwałka...
Tę sprawę sądziłby sąd kryminalny!
„Choćby Sąd sądził, nie dam mu kopiejki.
On mi ubliżył, niech mnie popamięta!”
Woła Pan Hrabia. „Ja impertynenta...
Nauczę! Przyzwać Romera, Domejki
I Brochockiego, ten Gutta obliczy...
Domejko niechaj w sądzie przewodniczy!...”
 
Po tak szlachetnym Tyzenhauza kroku
Gutt się doczekał wyroku!
Za siedemnaście, dano – trzy tysiące,
A Pan Brochocki dowiódł jak na dłoni,
Że Szostakowski, prawnik, w piętkę goni...
Bo wyrok słuszny i jasny jak słońce.
Jasny? Nie jasny!
............................ Punkt niewyjaśniony:
                Jeśli dom Gutta na słowo kupiony,                                    (za 9 200 rs.)
                Cyfra wiadoma, Gutt nie chce jałmużny,
                Hrabia mu resztę szacunku jest dłużny!
                Jeżeli z aukcji chałupa nabyta,                                          (za 27 000 rs.)
                A Hrabia całość w Prykazie opłacił,                                   (5 400,-)
                Więc przed czternastu laty była kwita,
                Za cóż dziś hrabia trzy tysiące płacił?...
Brochocki prawnik, lecz i rachmistrz zdatny,
Bo nowe prawo i rachunek zrodził:
Gutt raz dom sprzedał, a z dwóch kass jest płatny,
Lecz obie płacą mniej jak hrabia zgodził!!!                                          (bo 8 400, nie 9 200)
Ale się stało! ... Domu pozbawiony,
Obdarty, jedno robię Ci zaklęcie.
Wielki podskarbich potomku wsławiony,
Proszę: nie pomiń Gutta w ... testamencie!
 
/Wilno, Wielkanoc 1878,
Bolesław Świerszcz,
1831 Suwałki – 1882 Trakiany k. Kalwarii Suw./

sobota, 16 listopada 2013

Co nam mówią stare wileńskie kamienice


Ateneum Wileńskie, czasopismo naukowe poświęcone badaniom przeszłości ziem Wielkiego X. Litewskiego, Rocznik VII, z. 1-2, Wilno 1930, str. 230-262.

Kazimierz Römer
Co nam mówią stare wileńskie kamienice
 Str. 237-238

                W r. 1805 sierpnia 18, Lachowiczowa wdowa otrzymuje od jednego z sąsiadów, p. Jerzego Gutta, właściciela dużego domu obok, zapewnienie piśmienne tej treści: ponieważ p. Lachowiczowa, z powodu wyprowadzenia przez p. Gutta muru swej kamienicy do trzeciego piętra nie tylko nie protestowała, ale nawet mur ten o szczyt swej kamienicy oprzeć pozwoliła, przeto p. Gutt obowiązuje się dwa kominy w kamienicy p. Lachowiczowej własnym kosztem „w miarę wysokości kamienicy moiey podciągnąć i wyprowadzić”. Niemniej, oświadcza, że gdyby kiedykolwiek p. Lachowiczowa albo jej spadkobiercy kamienicę swą do trzeciego piętra podnieść chcieli, ani on, ani jego spadkobiercy zabronić tego nie będą mocni. Podpisany „Jerzy Gutt” – „pieczętarzy uproszonych” nie ma; cały dokument nosi cechy prywatnego „rewersu” – ostatni to po polsku pisany! Gutt był właścicielem domu, dziś przy ul. Wielkiej 40, zwanym dotąd jeszcze „domem Gutta”. Był on, jeśli się nie mylę, aptekarzem, Niemcem z pochodzenia; z córką jego, jeśli się także nie mylę, żonaty był znany pisarz i historyk, Mikołaj Malinowski.

 

piątek, 15 listopada 2013

Mylnie sądziłem, że to podpis JerzegoTeofila (George Gottlieb) Gutta: wpis w imionniku Michaliny Stubielewiczówny, córki profesora fizyki Uniwersytetu Wileńskiego Stefana Stubielewicza, lata 1817-1820. Tymczasem z analizy listów jego córki Anny może wynikać, że to ona jest autorką wpisu - i podpisu!