środa, 2 grudnia 2015

Dedykowane Aleksandrowi Śnieżce, Zygmuntowi Krasińskiemu oraz wszystkim plotkarzom i twórcom teorii spiskowych

Minęła właśnie 180. rocznica śmierci Jerzego Gutta, aptekarza i współzałożyciela Wileńskiego Towarzystwa Lekarskiego. Moim obowiązkiem było odnotowanie tego faktu, a jednocześnie przypomnienie legendy, jaką otoczona była jego śmierć. Odpowiedzialnym za rozpowszechnienie tej legendy jest współautor "Polskiego Słownika Biograficznego" PAN, zasłużony wileński redaktor Aleksander Śnieżko, który uzupełnił okoliczności zamordowania Gutta cytowaniem plotki obciążającej za tę śmierć zięcia aptekarza, Mikołaja Malinowskiego, znanego historyka i wydawcę źródeł historycznych. Według tej plotki Malinowski miał namówić Gutta do przygotowania trucizny przeznaczonej dla cara, a tymczasem trucizną tą zgładzono ks. Wittgenstein z domu Radziwiłłównę na zlecenie jej męża. Gutt, pełen wyrzutów sumienia, jakoby chciał ujawnić spisek policji, ale zanim to uczynił, 1 listopada 1835 roku został znaleziony, martwy, w swoim własnym mieszkaniu. 

Jeszcze bardziej fantazja poniosła Zygmunta Krasińskiego, naszego trzeciego wieszcza, który w liście do Delfiny Potockiej obarcza winą za śmierć aptekarza nielubianego przez siebie Andrzeja Towiańskiego. Otóż szwagrem Towiańskiego był Ferdynand Gutt, najstarszy syn aptekarza. Według Krasińskiego Towiański namówił Ferdynanda do zamordowania ojca. Problem w tym, że 1 listopada 1835 roku ani Ferdynanda, ani Towiańskiego nie było w Wilnie, bo obaj podróżowali wtedy po Europie.

Żeby nie powielać teorii spiskowych postanowiłem sięgnąć do źródeł, a więc do zeznań Malinowskiego, złożonych podczas śledztwa w sprawie zamordowania jego teścia. Brudnopisy tych zeznań znajdują się w "teczce Malinowskiego" w bibliotece Uniwersytetu Wileńskiego. Zgodnie z zasadami śledztwa w carskiej Rosji, świadkowi lub oskarżonemu przedstawiano pytania i żądano odpowiedzi na piśmie. Później żądano uzupełnień i zadawano na piśmie następne pytania - i takie właśnie odpowiedzi Malinowskiego przedstawiam poniżej.

/Raport Mikołaja Malinowskiego dla wileńskiego generał-gubernatora ks. Dołgorukowa w sprawie śmierci Jerzego Gutta, teścia Malinowskiego/

Na uczynione mi zapytania przez JWo Pana mam honor odpowiedzieć następnie:


1 Kiedy mi doniesiono o śmierci teścia mojego, pierwszą myślą moją było, że umarł z apoplexyi.  Od pierwszego mojego z nim poznania w 1822 roku mieszkałem ciągle w jego domu, a mając sobie poruczone wychowanie jego syna najmłodszego, Edwarda Gutta, uważany byłem za należącego do familii. Nic więc przede mną nie było tajemnego; później powziąwszy zamiar ożenienia się z córką nieboszczyka Gutta stosunki przyjaźni i wzajemnego zaufania jeszcze się więcej utwierdzały. Wszystkim, którzy znali dom mojego teścia, wiadomo, iż ani on ani nieboszczka matka żony mojej nie czynili najmniejszej różnicy między mną a swojemu dziećmi. Kiedy syn jego najmłodszy skończył edukacją, poruczył mi ojciec odwiezienie jego do S. Petersburga, gdzie go umieściłem w Instytucie wschodnich języków. Bawiąc sam w stolicy dla opatrzenia sobie miejsca, wezwany zostałem przez Xcia Wittgensteina dla zajęcia się jego interessami; to sprawiło, iż powróciwszy tu w końcu r. 1828, skoro miałem zapewnione przyzwoite utrzymanie, natychmiast spełniłem zamiar ożenienia się z córką moich przyjaciół i w styczniu r. 1829 połączyłem się z nią na zawsze. 
Dwa lata mieszkałem w tym samym domu, ale osobno od rodziców, ponieważ matka żony mojej jeszcze żyła i teść mój utrzymywał własne gospodarstwo; dopiero od jej śmierci w r. 1832 teść mój, siostra matki mojej żony, syn jego starszy, doktor, i owdowiała córka jego, Pani Brekowska, t.j. wszystkie osoby składające familią, do której wszedłem, jadali u mnie. Praca moja i pożyteczne prowadzenie interessów Xcia Wittgensteina sprawiły, że pensya, którą miałem sobie postąpioną, 3000. r.sr. na rok wynosząca, dozwoliła mi ponosić ten wydatek; nie potrzebowałem się troszczyć o przyszłość bo Xżna Wittgenstein aktem urzędownie sporządzonym przeznaczyła 800,000 r.sr. nagrody swojemu pełnomocnikowi Kożuchowskiemu, a ten 200,000 r.sr. tymże samym aktem przeznaczył na zapewnienie funduszu dla tych, którzy mu pomocnymi w tym przedsięwzięciu być mogli. Owoż powszechnie wiadomo, że gdy cały tok interessów prawnych i administracyjnych tak przy komissyi co do processów, jako też do zarządu dóbr  z 54,000 dusz składających się, głównie na mnie polega, czwarta część nagrody, t.j. 50,000 r.sr., jest dla mnie zapewniona, ani ominąć mię nie może, bo wiadomo powszechnie, iż niezmordowaną pracą moją doprowadziłem interessa do bliskiego i pomyślnego końca. Im zatem większą miałem pewność zabeśpieczenia losu mojego, tem śmielej i z większą gotowością zgodziłem się na to, aby cała familia żyła moim kosztem. Te dowody przywiązania z mojej strony obudzały najczulszą przyjaźń i szacunek dla mnie ze strony familii mojej żony tak dalece, że wszyscy którzy w domu moim bywali bez wątpienia to świadectwo dać mogą, iż trudno znaleźć  było drugą w mieście rodzinę, która by w takiej zgodzie, jedności i wzajemnem zaufaniu żyła, jak ja z ojcem, ciotką i rodzeństwem mojej żony. Wszakże doktor Gutt, brat mojej żony, z powodu jednostajności wieku i wychowania a razem i tej okoliczności iż kilka razy ocalił życie jedynego dziecięcia, które posiadam, że troskliwie czuwał nad mojem własnem zdrowiem, żył ze mną jak najbliżej i składał zwyczajne moje towarzystwo. W takich stosunkach przedmiotem rozmów bywały dla nas najczęściej osoby wspólnie nam drogie, a mianowicie Ojciec który w domu moim doświadczał prawdziwie synowskiej czci i poszanowania. Owóż Doktor Gutt rozmawiając o ciężkiej dla nas stracie matki, która umarła tknięta gwałtownym paraliżem, nieraz powtarzał, iż obawia się nagłej śmierci dla Ojca. Zwłaszcza iż skład jego fizyczny, krótkość szyi, i systemat krwisty mocno go uspasabiają do apoplexyi. Kiedy doktor Gutt wezwany został przez Senatorową Ogińską, aby jej towarzyszył na trzy lata za granicą – lubo nęciła go przyjemność podróży, i znajdował w tem własny pożytek, długo się jednak wahał, bo powtarzał przede mną, moją żoną i domowemi przyjaciółmi, iż lęka się zostawić ojca, znając go być skłonnym do apoplexyi, od której na kilka miesięcy przed swoim odjazdem uratował go przyniesieniem prędkiej pomocy. Często przy jego jeszcze bytności i on sam i żona moja prosili ojca, aby unikał potraw i napojów mogących krew zapalać. W obrębie więc familii naszej tegośmy się zawsze lękali, abyśmy go nie stracili, a to tem barziej iż ojciec nasz cieszył się mocnym skądinąd zdrowiem, że uwolniwszy się od wszystkich zatrudnień prowadził życie siedzące, że skutki ostrości krwi objawiały się w inflammacyach oczu. Jakoż w początkach 8bra, doświadczał zapalenia oczu i żona moja nalegała aby krew puścił, przyrzekł to uczynić lecz dopiero za poradą medyka, oświadczając że wezwie Prof. Porcyankę. Wszakże później inflammacya oczu zeszła, nie używał więc żadnego lekarskiego środka. Te wszystkie okoliczności były powodem, że skoro d. 19 8bra z.r. z rana służąca wbiegła z doniesieniem, że ojciec nasz nie żyje, pierwsza myśl, która uderzyła mój umysł przerażony tą okropną wiadomością, była, iż sprawdziły się przewidzenia syna i nasze ciągłe obawy. Nim zbiegłem na dół przez dziedziniec z mojego mieszkania do pokoju mojego teścia, wyprawiłem służącego, Skorulskiego, aby jak można najprędzej sprowadził dr. Kowalskiego; sam przybywszy na miejsce, z sercem ściśnionem niewymowną boleścią, dotknąłem się ręki zeszłego, a znalazłszy ją zupełnie skrupią, zrospaczałem o ratunku. A kiedy nadto uwiadomiono, że łóżko jest nietknięte, kiedym się sam naocznie o tem przekonał, znikła we mnie ostatnia iskra nadziei. Wkrótce zamiast żądanego przeze mnie doktora Kowalskiego przyszedł doktor Wróblewski , dotknął się podobnież pulsu, i wyraźnie mi oświadczył, że żadnego ratunku niema, i że należy posłać po policyą. Wtem dano mi znać, że żona moja znajduje się w największych mdłościach, i że potrzebuje pomocy, pobiegłem więc na górę, posłałem 2go służącego po doktora Czarnowskiego, ten dowiedziawszy się od posłańca o nieszczęściu, które dom nasz dotknęło, nim pośpieszył z pomocą do mojej żony, wstąpił dla obejrzenia zwłok mojego teścia. Tam dowiedział się o uprzedniej bytności doktora Wróblewskiego. Krew którą podłoga obficie była zbroczona widzieliśmy wszyscy, ale w przerażeniu pełnem goryczy, którem tak dotkliwa strata duszę moją napełniała, nie miałem dosyć krwi zimnej, aby wszystkie szczegóły examinować. Nigdy w życiu mojem nie widziałem  człowieka zmarłego z apoplexyi, zdawało mi się że znaczna krwi strata iść musi za tego rodzaju śmiercią. Nade wszystko zaś, w myśli mojej powstać nie mogło podejrzenie, aby ojciec nasz mógł być zamordowany, bo w żaden sposób niepodobna było przypuścić, aby w domu tak zamieszkanym, na jednej z najludniejszych ulic miasta, pod bokiem własnych dzieci i przyjaciół prawie z rąk im przez zbójców mógł być wydarty. Niedbalstwo lekarzy, którzy będąc ludźmi obcymi, oswojonymi ze śmiercią, których serce nie mogło być tak zakrwawionym jak moje tym okropnym widokiem, powinni byli zastanowić się z większą pilnością nad wszystkimi okolicznościami; to niedbalstwo pozostanie dla osieroconej familii zrzódłem wiecznego żalu. Takie właśnie postąpienie lekarzy, z których o pierwszym, t.j. P. Wróblewskim, ani wiedzieć mogłem, że przyjdzie, bo po innego posyłałem, i P. Czarnowskiego, sprawiło, iż w mniemaniu mojem co do zgonu teścia mojego z apoplexyi zostałem utwierdzonym. Kiedy zaś dr. Wróblewski powiedział mi, abym dał znać policyi, i że do przybycia czastnego prystawy zwłok ruszać niewolno było, kiedy dr. Czarnowski sam już obecnemu dr. Armidow robił uwagę, aby na miejscu przystojniejszem ciało położyć i ten się temu sprzeciwił, cóż mi pozostawało czynić? Mówiono mi, że porządek policyi wymaga, aby lekarz powiatowy wprzódy zwłoki obejrzał, i temu ulec należało. Owóż ze wszystkich tych okoliczności wynika, że pozbawiony przez nagłe zejście przyjaciela, z którym najlepszą część wieku przeżyłem, i który niejednokrotnie w młodszych latach moich rzeczywiste świadczył mi pomoce; teścia, którego jako własnego ojca czcić i szanować nawykłem, sam mając zakrwawione serce, patrząc na łzy i słuchając jęków żony, siostry i ciotki, niezdolny pomyśleć nawet o możności zbrodni, na którą wzdryga się moja dusza, nie mogłem pierwszego dnia ani zająć się drobiazgowym rozbiorem wszystkich okoliczności, ani przedsięwziąć śrzodków szukania winowajcy, bo o morderstwie najmniejszego jeszcze podejrzenia niemiałem. Co się zaś ściąga do znaków krwi na ścianie, tych d. 19. ani ja ani nikt z obecnych nie postrzegał, chociaż oprócz lekarzów wchodzili do pokoju P.P. Borowscy, od lat 24 mieszkający w tym domu i wierni przyjaciele zmarłego, ciotka mojej żony i dalsi domownicy. W ciągu śledztwa lubo z tego powodu żadna uwaga niebyła uczyniona i nikt nie poruszał zachowywań znaków krwi, któremi ściana została zbryzgana. Rozkazałem jednak Dworzaninowi Świątkowskiemu, któremu rząd domu poruczyłem, aby je nietkniętemi zostawił, sądząc, że w późniejszem przewodzie sprawy, czy to w sądzie powiatowym czy w Izbie Kryminalnej, obejrzenie ich mogło być potrzebnem. Jeśli zatem mimo wyraźny mój zakaz ślady krwi były zamywane, Świątkowski ciężko zawinił.


2 W odpowiedzi mojej danej śledzącym objaśniłem, że d. 19. 8bra z rana, kiedy już śmierć teścia była mi wiadoma, wówczas przewidując nieuchronne zatrudnienia, posłałem prosić P.P. Piaseckiego i Mickaniewskiego, aby mi w nich pomogli. Kiedy zaś P. Armidow oświadczył, że zwłok podnieść nie można bez obecności powiatowego doktora, i że już pismo w tym względzie do niego posłał, aby prędzey to uczynić można było i zająć się oddaniem ostatniej posługi zeszłemu, prosiłem P. Piaseckiego, aby pojechał do mieszkania i prosił go o rychłe przybycie. O tem zaś aby go wezwał do exenterowania ciała, mowy nawet nie było, bo zgoła nie wiedziałem, aby to w zdarzeniach, gdzie rodzaj śmierci może być zadeterminowany, praktykować się miało.


3 Odpowiadając śledzącym na dane mi zapytania starałem się trzymać wprost pytań, które mi czyniono. Ponieważ zaś udzielone mi były od razu, odczytałem je naprzód, a później odpowiedź na każdy szczegół czyniłem przeciwko punktów. I tak w punkcie 1. doniosłem, że w ciągu służby nie postrzegłem w nim (lokaju Skorulskim – przyp. TG) żadnego występku, wspomniałem tylko o przywarach, za jakie był napominany, ale w punkcie 5., w którym poszczególne zapytywany byłem o Skorulskim, wyraźnie doniosłem, że znalezione w jego kufrze: tabakierka, łańcuszek, książki, szklanki, karafki i kieliszki są u mnie skradzione i w tem przewinieniu bynajmniej go nie usprawiedliwiałem.


4 Mając zaszczyt jawić się JWmu Panu na dniu 7. września nie przyszedłem z własnego natchnienia, ale skoro przyjechałem do miasta o godzinie pół do dziewiątej z rana i zaledwo wysiadłem z powozu, wnet przyszedł do mnie Czastny Prystaw 3. Zarzecznej części, Jeleński, i objawił, że JWny Pan rozkazałeś mi stawić się przed sobą, po ludzi zaś moich że posłał kwartalnego Sołowiowa do Markuć. Natychmiast więc pośpieszyłem z wykonaniem przeniesionej mi woli JWgo Pana. Co się zaś tycze pieniędzy: w Akcie 21. 8bra poświadczono, że ja i dalsze osoby należne do familii uwiadomiliśmy śledzących o zginieniu zegarka, ciesząc się nadzieją, że po nim można będzie powziąć ślad zabójcy – o pieniądzach czy te były wzięte lub nie ? żadnej wzmianki w Akcie nie uczyniono, chociaż przy rewizji domu P.P. Śledzący szukali pieniędzy u ludzi i u żony Michała Gurskiego (podobnie u lokaja Skorulskiego) znaleźli po kilkadziesiąt rubli, które pod mój rewers złożone zostały. W Żurnalnej Zapisce 22. 8bra pojaśniono, że P.P Śledzący uwiadomieni zostali przeze mnie, iż na pierwszym piętrze w mieszkaniu siostry mojej żony znajdowała się komoda, której wierzchnia szuflada zachowana była przez teścia mojego do jego dyspozycji, dwie zaś dolne oddał córce swojej, w której pokoju komoda stała. Że razem ze mną udali się na miejsce i znaleźli tam worek z numizmatami, złotą tabakierkę i parę worków próżnych. To zaś nastąpiło z następującego powodu. Kiedy 21. 8bra dawałem P.P Śledzącym wszelkie informacje posłużyć mogące do wykrycia winowajcy, powiedziałem im, że teść mój miał znaczną liczbę numizmatów srebrnych, że być może, iż zbójca je pochwycił, że po nich poznać go byłoby łatwo. PP. Śledzący przedsięwzięli śrzodki policyjne u wexlarzów aby mieć oko na mieniających stare pieniądze. Tymczasem kiedy to samo powtarzano przed moją żoną i Panią Brekowską, wtenczas te uwiadomiły, iż należy jeszcze szukać w szufladzie, którą teść mój w jej pokoju miał pod swoim kluczem, czy li w niej nie znajdą się rzeczone numizmata. Jakoż rzeczywiście okazało się, że te tam się znajdowały. Ustnie miałem honor JW. Panu przełożyć, że wiedzieć nie można, czy nie skradziono pieniędzy, lecz ile ich mógł w owym czasie teść mój posiadać, z pewnością oznaczyć niepodobna. Jest jeszcze jedna okoliczność, na którą ośmielam się zwrócić wysoką uwagę JWo Pana. Kantorek, w którym teść mój miał swoje schowanie, zawierał dwojakie szuflady, jedne zewnętrzne, widoczne, drugie ukryte. Łatwo sprawdzić to można przez obejrzenie kantorka. Wszyscy domowi, którzy wchodzili do mieszkania mojego teścia, przyświadczają, że w szufladach zewnętrznych trzymał on zawsze pieniądze rozchodowe, stosownie do gatunków monet, w jednej dukaty, w innych ruble, w dalszych na koniec   5-złotówki, 2-złotówki i drobniejszą zdawkową. Że często, kiedy lokatorowie potrzebowali drobnych, najpierwej się o zmianę do niego udawali. W ukrytych zaś szufladkach składał sumy, które na większe wydatki lub jednorazowe opłaty przeznaczał, jako to na zaspokojenie podatków itp. Owoż przy rewizyi nie znaleziono nic pieniędzy w szufladkach zewnętrznych, 200 rsr. odkryte zostały w potajemniku przez śledzących w obecności P. Mickaniewskaiego, za nauczeniem, zdaję mi się, przez Ciotkę żony mojej, jak się potajemnik otwiera. Tę sumę przysłano mi do mojego mieszkania i na nią wydałem rewers. Nie można wszelako rozumieć, aby w szufladkach zewnętrznych nie było żadnych pieniędzy, lecz ile? – o tem wiadomości nie ma. W punkcie 3. Moich dawniejszych odpowiedzi nie mówiłem o pieniądzach, że zdawało mi się, iż oprócz znalezionych przez śledzących, żadnych więcej nie było, ale o rzeczach – tj. sukniach, bieliźnie lub innych fantach, że o tych o ile wiedzieć mogłem, nic nie skradziono. Starając się z mojej strony jak najskuteczniej pomagać śledzącym, i dla dojścia, ile mógł mieć mniej więcej pieniędzy teść mój w chwili dokonanego nad nim morderstwa, kazałem rachmistrzowi Prokuratoryi Jakubowskiemu i kanceliście Dworakowskiemu sporządzić wiadomość, znajdującą się przy dziele, w której pokazało się, że dochodu z wynajętych mieszkań za rok było r.sr. 1110, a opłacono teściowi mojemu po największej części począwszy od 28. 7bra po dzień 5. 8bra r.sr. 347 kop. 50. W tejże wiadomości jest wzmianka, że rządca Kancellaryi JOXcia Jmci Generał Gubernatora P. Kozłowski najął mieszkanie, lecz że w nieobecności jego nie można było dowiedzieć się, czy umówił się na rok płacić r.sr. 150 czy 180, oraz czy zapłacił za półrocze. Później przekonano się, że należną ilość zaliczył. Dodając więc jeszcze choćby r.sr. 75 do wyżej pokazanych 347 kop. 50 odkrywa się, że najmniej r.sr.  422 kop. 50 znajdować się pieniędzy mogło. Nadto przypuścić niepodobna, aby teść mój do pierwszego wpływu pieniędzy był już zupełnie bez grosza, bo chociaż, jak wyżej miałem już honor donieść, cały dochód teścia mojego składał się z 1100 r.sr. na rok, chociaż na opłatę podatków, na koszta reparacji i utrzymania służącego i pary koni wychodzić mogło przeszło 400 r.sr., chociaż płacił córce swojej, wdowie, co rok po r.sr. 300, zawsze jednak gdy życie teścia mojego nic go prawie nie kosztowało, bo wszystkie wygody miał u mnie, mogło mu pozostawać najmniej 200 r.sr. od rozchodów. Dawniej, póki żyła matka mojej żony i teść mój miał jeszcze Aptekę, dochody jego były większe, ale także i utrzymanie domu, dostarczanie pieniędzy synowi uczącemu się w S. Petersburgu wschodnich języków, płacenie 300 r.sr. na rok starszej córce, nie tylko wprowadziło go w długi, ale nawet było powodem, że dom swój oddał pod załog podradczykowi Kossobudzkiemu za pewną za tę dogodność opłatę, co mu niemało potem zmartwienia przyczyniło i dotąd jeszcze zaprzeczenie na domu ciąży. Dopiero kiedy własną gospodarkę skasował, syn z instytutu wyszedł i otrzymawszy miejsce przy Cesarsko-Rossyjskiej Ambassadzie przy dworze perskim już nic z domu nie potrzebował, a więc najgłówniejsze wydatki ustały, wówczas aptekę sprzedawszy długi opłacił i stanął na tej stopie, że oszczędzać, choć po niewiele, był w możności. Porównawszy te wszystkie uwagi nie mogłem nigdy sądzić, aby nic pieniędzy nie schwycił zabójca, ale jak tę stratę za nic nieznaczącą poczytywałem, jak nie myśliłem, aby skradziona niewielka suma posłużyć mogła do odkrycia winowajcy, tak w miesiącach 8brze i 9brze lubo okoliczności wyżej wyłożone miano na względzie, jak to dzieło pokazuje, dla tych wszystkich przyczyn kradzież wszelako, obok popełnionego morderstwa, mniej była dochodzoną. Podczas stawienia się mojego w d. 7. Marca, na uwagę, którą mi JWny Pan uczynić raczyłeś, że jest rzeczą zadziwiającą, iż nic nie skradziono, miałem honor przełożyć, że jest prawie pewnem, iż i pieniądze schwycone być musiały.

5 Co się ściąga na koniec do stolika, z której też strony stał w dniu znalezienia nieżywych zwłok teścia mojego? - mam honor donieść, że przed przybyciem JWo Pana toczyła się między obecnemi rozmowa o okolicznościach towarzyszących tej okropnej zbrodni. Wówczas i ja w 1. Punkcie byłem zapytywany w ogólności jakich mam służących i czy nie uważałem w nich jakich złych postępków?  Na to odpowiedziałem, że żadnego występku w nim nie postrzegałem. O skradzionych przezeń rzeczach bynajmniej nie taiłem, ponieważ gdy zapytania dane mi zostały nie pojedynczo, ale wszystkie od razu, i gdy przyszło do odpisywania, wprzódy przeczytałem wszystkie zapytania, znalazłem, że w punkcie 5. podrobno o rzeczach skradzionych byłem zapytywany, nie miałem więc potrzeby wspominać w punkcie 1. o tem, na co dokładnie odpowiedziałem niżej. Nie taiłem jego kradzieży i to pewna, że gdybym był wprzódy mógł wiedzieć o złodziejstwie przecie nie trzymałbym go był ni minuty.

W zapytaniach podanych mi na dniu 16. 9bra odpowiedziałem, że posłałem Piaseckiego do Godlewskiego prosić, aby przybył jak można najprędzej, bynajmniej zaś nie mówiłem nigdy, żeby miał prosić go dla zrobienia autopsji, bo kiedy doktor Wróblewski powiedział, że nie ma już żadnego ratunku i że trzeba przyzwać policję, a później doktor Czarnowski sam radził Pu Armidow, aby ciało położyć na przyzwoitem miejscu, wówczas tenże Armidow sprzeciwił się i odpowiedział, że bez bytności powiatowego doktora tego zrobić nie można.

…. I lekarze, którzy naprzód wchodzili do mieszkania, zbieraliśmy nasze przypomnienia, w jakim położeniu znajdowały się meble, aby móc objaśnić to JWmu Panu, nie polegając na własnej pamięci, zapytywałem tych, którzy razem wtenczas ze mną byli, i podług wspólnych przypomnień sprowadzeni ludzie zajęli się ustawianiem zmienionego ich porządku. W pierwszych odpowiedziach moich, kiedy byłem zapytywany, na kogo mogę mieć podejrzenia, odpowiedziałem, że obwinić kogokolwiek o tak okropną zbrodnię jest trudno, że potrzeba mieć głębokie przekonanie o winie, aby z pewnością cokolwiek twierdzić, wszakże domysły moje o trudności wejścia z drzewem do pokoju ciemnego, nie zawadzając  o ciało zabitego, otworzenie okiennicy drugiej, do której przystęp był zatamowany, wtenczas kiedy do pierwszej zbliżyć się bez żadnej zawady jak najłatwiej było, i dalsze w odpowiedzi wypisane, dają mi powód do podejrzewania Gurskiego. Przypominając więc sobie, że i wtenczas wzmiankowałem, iż do drugiego okna dojść nie było tak zręcznie, jak do pierwszego, zdawało mi się, że stolik stał po lewem ręku od wchodu. Nikt z obecnych nie zrobił mi przeciwnej uwagi, lubo o to zapytywałem, ludzie więc wezwani do postawienia mebli stolik przenieśli na drugą stronę. Nie uczyniłem tego w celu obwinienia jeszcze więcej człowieka, o którym i w pierwszych odpowiedziach moich nie taiłem tego wszystkiego, cokolwiek na dobrą jego stronę wiedziałem. Jest to prosta omyłka pamięci skołatanej smutkiem i żywem przypominaniem najdotkliwszej straty, jaką w życiu Mojem poniosłem.





Inna wersja punktu 4:



4 Ja nie przyszedłem bez wezwania 7. Września, ale przyjechawszy do miasta pół do dziewiątej, zaledwo wysiadłem z pojazdu kiedy przyszedł do mnie Czastny Prystaw 3. Zarzecznej Części Jeleński i powiedział, że JW. Gubernator każe mi stawić się u siebie o godzinie 9tej, że podobnież kazał wezwać moich ludzi i że posłał kwartalnego Sołowiowa do Markuć. Natychmiast więc ubrawszy się pojechałem. Co się zaś tyczy pieniędzy, odpowiedziałem na punkt 3. uprzednich zapytań, że wiedzieć nie mogę jakie mógł pieniądze posiadać, nie utrzymywałem wtenczas aby żadnych pieniędzy nie miał przy sobie, ponieważ kiedy 21. 8bra wieczorem byli u mnie Śledzący, wtenczas mówiłem im, że widziałem dawniej u teścia mojego około sta sztuk numizmatów, zwróciłem więc ich uwagę na to, aby szukać, czy złodziej nie ukradł pieniędzy. Później, kiedy żona moja przypomniała, że w pokoju siostry jej znajduje się komoda, w której teść mój zachował dla siebie jedną szufladę, wówczas ostrzegłem o tem Śledzących i w skutku tego została sporządzona żurnala zapiska. Ustnie zaś JW. Panu powiedziałem, iż wiedzieć nie można, czy nie skradziono pieniędzy; okoliczność ta łatwo sprawdzić się może z rozpytania się ludzi, którzy bliżej z Guttem byli znajomi. W kantorku były podwójne szufladki, jedne zewnętrzne, w których ś.p. teść mój trzymał pieniądze rozchodowe, i zawsze prócz rublów zwykł był trzymać w oddzielnych szufladkach pieniądze drobne, jakoto 5-złotówki, 2-złotówki i złotówki. W kryjówkach zaś składał pieniądze przeznaczone na jakie większe potrzeby. Że przy obejrzeniu kantorka z początku nie znaleziono żadnych pieniędzy już wnosić kazało, że jeśli jakie były, zbójca je zabrać musiał, lecz jaką to stanowić mogło sumę, wiedzieć nie mogę. W tamtym czasie, chcąc wiedzieć, ile mógł teść mój mieć pieniędzy, P.P. Śledzący, chcąc się o tem przekonać, żądali ode mnie, abym dał im kogokolwiek do zebrania wiadomości, wiele z domu było dochodu i kto ile opłacił, zwłaszcza że nieszczęśliwa śmierć teścia mojego nastąpiła już po 29. 7bra, tj. terminie, w którym się zwykle opłacają półroczne pieniądze za mieszkania. Jakoż kazałem Rachmistrzowi Prokuratoryi Jakubowskiemu z Kancellistą Dworakowskim zrobić wiadomość znajdującą się przy dziele, w której pokazało się, że dochodu z wynajętych mieszkań było na rok r.sr. 1110, a opłacono teściowi mojemu według tychże zebranych wiadomości od 28. 7bra do po dzień 5. 8bra r.sr. 322 kop. 50. Z tej sumy znaleziono r.sr. 200 w kantorku, nie można zaś rozumieć, aby do daty pierwszego wpływu mógł być zupełnie bez pieniędzy. Żeby ich miał znaczną sumę wnosić mogłem z tego powodu, że majątek mojego teścia składał się tylko z domu, którego dochód wyżej oznaczony, że po opłaceniu podatków i załatwieniu potrzebnych reparacji zaledwo zostawać mogło r.sr. 700. Z tej pozostałej sumy płacił córce swojej natenczas wdowie po r.sr. 300 na rok, posyłał pieniądze synowi, będącemu w Persyi przy ambasadzie, utrzymywał konia, opłacał służącego, niewiele zatem mogło mu się zostawać.

r.sr. - ruble srebrne
7ber - septembris, wrzesień
8ber - octobris, październik
9ber - novembris, listopad 

daty wg kalendarza rosyjskiego 

Karta zapisków Mikołaja Malinowskiego

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz