czwartek, 7 września 2017

Historia pewnego mazurka

Najstarszy syn sędziego Aleksandra Gutta i Marianny z Referowskich, właścicieli Trakian i Okocia w Guberni Suwalskiej, od urodzenia świetnie się zapowiadał. Zygmunt rozwijał talenty muzyczne i literackie, pasjonował się polityką, dzielnie zajmował się rolnictwem po przejęciu ojcowskich majątków. Był oczkiem w głowie dla rodziców oraz wzorem dla rodzeństwa, które podporządkowywało mu się w każdej sprawie.

Jako dwudziestolatek Zygmunt próbował swych sił w muzyce - grał na fortepianie, komponował miniatury muzyczne, które następnie wydawał ojcowskim nakładem. W 1851 roku wydał zbiór kontredansów. które w Kurierze Warszawskim z 9 grudnia 1851 roku anonsowano następująco:



Po 30 kopiejek! Za to w kronice towarzyskiej Kuriera Warszawskiego z 8 lutego 1852 roku czytamy o pojawieniu się w składzie nut Friedlejna nowej kompozycji Zygmunta, mazurka dedykowanego księżniczce Amelii Ogińskiej, wnuczce wielkiego Michała Kleofasa, rówieśniczce i sąsiadce Zygmunta z Wiejsieji - dóbr Ogińskich, położonych w pobliżu Okocia Guttów i Justyanowa Abłamowiczów.


Skąd ta dedykacja - mogę się tylko domyślać. Nie wiem jak i kiedy młodzi się poznali, ale ojciec Zygmunta, sędzia Aleksander, gdy jeszcze był adwokatem w Suwałkach, dobrze znał ojca Amelii, ks. Tadeusza Ogińskiego, którego spotykał często w Justyanowie u Abłamowiczów. Była to bliska znajomość, jeśli nie zażyłość. Książe Ogiński był świadkiem na ślubie siostry Aleksandra, Ludwiki, ze Stanisławem Polkowskim, zawartym w kościele w Kopciowie, i gościem na ich weselu w Justyanowie, gdzie Ludwika mieszkała po śmierci pierwszego męża, Adama Brekowskiego.

Tadeusz Ogiński był synem ks. Michała Kleofasa Ogińskiego i jego pierwszej żony, Izabeli Lasockiej. Urodzony w 1798 roku był o cztery lata starszy od Aleksandra. Ożenił się z Marią von Roenne, z którą miał trzy córki - Natalię, Gabrielę i właśnie Amelię. Amelia otrzymała zapewne imię, a także talent muzyczny, po swojej ciotce, przyrodniej siostrze Tadeusza, Amelii Załuskiej, znanej pianistce i kompozytorce.



Zygmunt Gutt, przystojny, elokwentny i równie utalentowany sąsiad, a przy tym rówieśnik, chętnie popisywał się przed Amelią, ale nie miał żadnych szans matrymonialnych u arystokratycznej panny. Amelia wyszła za mąż za hrabiego Witolda (drugie imię Zygmunt!) Wołłowicza i żyła długo i szczęśliwie. 



A Zygmunt zmarł w styczniu 1882 roku w Trakianach, pochowany został w Okociu. Rok przed nim zmarła w Wiejsiejach u Ogińskich wcześniej wspomniana ciotka Zygmunta, Ludwika Polkowska. Czy mazurek był grany przez Amelię i czy jakieś kopie jego nut gdzieś się jeszcze plączą na tym świecie - nie wiem... dźwięczy mi tylko w uszach pożegnanie ojczyzny, najsławniejszy utwór dziadka Amelii.








wtorek, 1 sierpnia 2017

Przyczynek do sporów o kamienicę Gutta w Wilnie (cd.)

Jakiś czas temu pisałem, że po śmierci Edwarda Gutta dom w Wilnie dostał się w ręce jego bratanka Zygmunta, który zmarnował spadek przez nieszczęśliwe transakcje z hr. Rajnoldem Tyzenhauzem ( http://guttowie.blogspot.com/2013/11/spory-o-kamienice-gutta.html ). Dziś wiem, w jaki sposób to Zygmunt stał się jedynym sukcesorem stryja i dzisiejsza opowieść będzie o spadkobraniu.
Warto tu przypomnieć, że Guttowie nie byli rodziną osób długowiecznych. Dziadek Edwarda, Georg Gottlieb z Brodnicy, żył zaledwie 51 lat. Ojciec, aptekarz Jerzy Teofil, został zamordowany w wieku 69 lat. Ale starsi bracia i siostry Edwarda żyli jeszcze, gdy w końcu 1861 roku beniaminek, zatwardziały kawaler, umarł bezdzietnie, mając zaledwie 55 lat  (Aleksander zmarł w 1862 r., Anna Malinowska w 1863, Ferdynand w 1872 r. a Ludwika Polkowska w 1881 r.).
Tuż przed śmiercią, podczas pobytu u brata Aleksandra i jego syna Zygmunta w Trakianach w lipcu 1861 roku, Edward własnoręcznie spisał testament, w którym uczynił Zygmunta jedynym spadkobiercą. Wspomniałem już, że Edward nie miał żony ani dzieci, ale żyło wtedy czworo jego rodzeństwa, żyły też inne dzieci jego rodzeństwa. Wyraźne, staranne, równe pismo, przypominające pismo z jego listów do domu w czasach misji perskiej, raczej wyklucza fałszerstwo. Ale jakby spodziewając się problemów, testator zastrzega wielokrotnie, że jest w pełni władz fizycznych i umysłowych, nikt na niego nie wywiera nacisku, dokładnie zna skutki spisywanej decyzji i kategorycznie wyraża swoją wolę. Z resztą przeczytajmy sami:


Dla zupełnej pewności, że nikt nie zechce podważać takiego testamentu, na jego odwrocie pozostali synowie Aleksandra - Aleksander junior z kurdymokszt oraz Jerzy bez ziemi - też złożyli deklaracje poparcia dla decyzji stryja, podpisując je własnoręcznie. Poświadczając, że osobiście był obecny przy spisaniu testamentu, Aleksander junior podpisał swoją deklarację data późniejszą o ponad dwa tygodnie! 


W pół roku później stryj już nie żył, a testament został ogłoszony i w Wilnie, i w sądzie w Suwałkach. Co było dalej, wiemy. Ale kto wymyślił tę operację i dlaczego, nadal nie jesteśmy pewni. Według jednej z hipotez pomysł pochodził od sędziego Aleksandra seniora, który wiedząc o zbliżającym się odejściu brata, chciał ułatwić przyszłe postępowanie spadkowe, wcześniej fikcyjnie ograniczając liczbę spadkobierców - przecież i tak wszystko pozostanie w rodzinie - i skłaniając brata do takiego zadysponowania swoim majątkiem. Mogło to również mieć na celu uniknięcie ujawnienia wśród powołanych do spadku emigranta politycznego, jakim był stryj Ferdynand. Zgoda sióstr i szwagra, Mikołaja Malinowskiego, opierała się zapewne na spłaceniu ich roszczeń wcześniej, po śmierci ich ojca Jerzego. 
Dobre chęci Aleksandra jednak obróciły się przeciwko rodzinie. W rok po śmierci Edwarda umarł Aleksander senior, pół roku później zmarła Anna Malinowska. Rozpoczęło się powstanie styczniowe i wystąpiły trudności w komunikacji między Królestwem a Litwą. Zygmunt przystąpił do konspiracji i pośredniczył w zaopatrywaniu powstańców w broń, wskutek czego po powstaniu czasowo wyemigrował do Wielkiego Księstwa Poznańskiego. Aleksander junior, skompromitowany adresami do cara, przeżywający problemy rodzinne, wycofał się z życia. Jerzy po ślubie z córką prezydenta Suwałk, Ludwiką Ilcewiczówną, wyjechał za chlebem do Rosji - zatrudnił go Lew Tołstoj do obsługi prawnej Jasnej Polany. Hrabia Tyzenhauz, który kupił dom w przeddzień powstania, pieniądze za niego złożył w prykazie, gdzie czekały na powrót podejrzanego o współpracę z rządem powstańczym właściciela z zagranicy. A resztę historii znamy z wcześniejszych notatek ...
http://guttowie.blogspot.com/2013/11/spory-o-kamienice-gutta.html

wtorek, 28 marca 2017

Chrzciny w Justyanowie

Zagadkowa to sprawa, dziwny to był rok - ten 1836. Po ślubie patrona przy Trybunale Cywilnym  Aleksandra Gutta z Marią z Referowskich, wdową po Gustawie Myszkowskim, który odbył się w 1829 roku, w Suwałkach rodziły się ich kolejne dzieci: Maria w 1830 r., Zygmunt w 1831 r., Aleksander jr. w 1833 r., Stefania w 1834 r. W 1836 r. Maria oczekiwała narodzin kolejnego potomka.
Guttowie utrzymywali kontakty towarzyskie z rodzinami członków miejscowej palestry i władz wojewódzkich, miejscowej inteligencji i okolicznego ziemiaństwa. Jeszcze zanim Aleksander senior poślubił Marię, jego starsza siostra, Ludwika, żona Adama Brekowskiego, urzędnika Komisji Wojewódzkiej, zaprzyjaźniła się z Ignacym i Anną Abłamowiczami z majątku Justyanów w powiecie sejneńskim. Adam i Ludwika pobrali się w Wilnie w 1827 roku, a już w 1828, kiedy Adam Brekowski niósł do chrztu Mariannę Abłamowiczównę, Ludwika była serdeczną przyjaciółką Anny, swojej rówieśnicy.
Aleksandrostwo Guttowie poznali w Justyanowie między innymi książąt Ogińskich, właścicieli sąsiednich dóbr Wiejsieje, oraz Stanisława Polkowskiego, komisarza obwodu sejneńskiego. Po śmierci Adama Brekowskiego w marcu 1833 roku, Ludwika wyjdzie powtórnie za mąż właśnie za tegoż Stanisława. Ale nie uprzedzajmy wypadków.
W 1835 r. w listopadzie został zamordowany w Wilnie ojciec Aleksandra. Wypadałoby jechać, organizować pogrzeb, nadzorować postępowanie spadkowe. Tymczasem żądania spadkowe postawione przez Aleksandra i Ferdynanda konfliktują ich z rodziną pozostającą w Wilnie, siostrami Anną, żoną Mikołaja Malinowskiego, i owdowiałą Ludwiką. Ferdynand jest za granicą, Aleksander oczekuje narodzin kolejnego dziecka. Nadchodzi marzec 1836 r. Maria jest w ósmym miesiącu ciąży, trudno jej poruszać się, ale czuje się silna. Ma przecież dopiero 26 lat. 
W Justyanowie radość, dnia 3. marca Ignacemu i Annie Abłamowiczom urodził się syn, Kazimierz Tadeusz Xawery. Na szybki chrzest goście byli od pewnego czasu przygotowani, więc już następnego dnia w kościele parafialnym w Kopciowie zebrali się według aktu chrztu: Ignacy i Anna z Hoffmanów Abłamowiczowie, Kazimierz Wolmer (z Hołn), Antoni i Katarzyna z Abłamowiczów Kruszewscy, książę Tadeusz i księzna Maria Ogińscy, Aleksander i Maria z Referowskich Guttowie oraz Stanisław Polkowski.


Wkrótce po tej podróży, 23 kwietnia Maria Guttowa też urodziła syna, Jerzego Edwarda. W spisanym rok później akcie chrztu ksiądz Makowski napisał z wyczuwalnym przekąsem: "...którego akt dla prawnych interessów i niebytności Oyca w domu aż teraz zapisanym został". 
Rozumiemy te "prawne interessa", ale nie przeszkodziły one w szybkim wypadzie z oczekującą rychłego rozwiązania żoną do Justyanowa na chrzest dziecka przyjaciół. Odłożenie niemal o rok chrztu własnego syna pozwoliło wszakże, by Ferdynand, który zatrzymał się u brata w Suwałkach 26 lutego 1837 roku, w drodze powrotnej do Wilna, został ojcem chrzestnym mojego pradziadka, który otrzymał na chrzcie imiona - pamiątkę po swoim zamordowanym dziadku Jerzym i po swym "orientalno - dyplomatycznym" stryju Edwardzie. 




To nie koniec wydarzeń towarzyskich 1836 roku. Stanisław Polkowski, który w marcu został chrzestnym Kazimierza Abłamowicza, w czerwcu ożenił się z Ludwiką z Guttów, wdową po Adamie Brekowskim, siostrą mecenasa Aleksandra. Ślub odbył się w kościele w Kopciowie, a świadkami byli niemal wszyscy, zebrani wcześniej na chrzcinach Kazimierza Abłamowicza - ks. Ogiński, Wolmer,  Kruszewski i brat nowo-zaślubionej Aleksander. Z aktu ślubu dowiadujemy się też, że Ludwika mieszkała w dworze w Justyanowie. Musiała się tam zatrzymać niedawno, bo po śmierci Adama Brekowskiego wróciła do Wilna i mieszkała tam w domu swego ojca aż do jego tragicznej śmierci w 1835 roku.




Stosunki Aleksandra i Ludwiki Polkowskiej z Abłamowiczami trwały wiele lat i przeniosły się na pokolenie synów Aleksandra. Józef Abłamowicz był bardzo zżyty z Zygmuntem Guttem. A co się stało z Kazimierzem, chrześniakiem Marii Guttowej? Kilkadziesiąt lat później, na weselu jednej z Abłamowiczówien z Borewiczem, widzimy na rodzinnej fotografii w Justyanowie (jednej z ostatnich przed sprzedażą majątku) tego właśnie Kazimierza siedzącego na trzecim krześle od lewej, obok swojej żony Józefy:

Wesele J. Abłamowiczówny z Borewiczem  1—Kazimierz Abłamowicz, 2—Marja jego żona, 3—ich córka Wanda, 4—ich syn Ignacy, 5—Józef Abłamowicz, 6—jego żona Józefa, 7—Ada i 8—Hela, ich córki Foto © Dominik Abłamowicz |
 

niedziela, 22 stycznia 2017

Powstanie styczniowe 1863


Konflikty na tle politycznym wewnątrz rodzin to nie jest zjawisko występujące tylko w czasach obecnych. Opiszę tu przypadek, jaki miał miejsce w mojej rodzinie podczas powstania styczniowego 1863 roku. W wyniku tego konfliktu jeden z członków rodziny został niemal wymazany z pamięci przyszłych pokoleń. A był to konflikt między stryjami mojego dziadka, Zygmuntem i Aleksandrem juniorem.
Alexander Gutt ojciec, radca Prokuratorii KP, zmarł na początku grudnia 1862 roku. Jego starsi synowie od kilku lat samodzielnie gospodarowali w swoich majątkach: Zygmunt w Trakianach w powiecie kalwaryjskim, a Aleksander junior w Kurdymoksztach w powiecie sejneńskim. Najmłodszy, Jerzy, mój pradziadek, po studiach prawniczych w Petersburgu zamieszkał u Zygmunta w Trakianach. Powstanie zaskoczyło ich w toku postępowań spadkowych, podziału majątku, regulowania wzajemnych należności, więc naturalnie nie mogło być, przynajmniej na razie, sprawą priorytetową.
Młodzi Guttowie poparli reformy Wielopolskiego, pisze o tym Zygmunt w jednej z broszur ("Pokój w Villa-Franca, jego wpływ na sprawy europejskie", wyd. Z. Gerstmann, Bruksela-Lipsk, 1864), które wydawał już po upadku powstania, będąc na emigracji. W wyborach samorządowych w 1861 roku Zygmunt został wybrany do Rady Powiatowej Sejneńskiej oraz Rady Gubernialnej Guberni Augustowskiej z powiatu augustowskiego. Sympatyzował ze stronnictwem Białych i był przeciwny wybuchowi powstania w ówczesnych warunkach.
Po wybuchu powstania Biali wstrzymywali się z jego poparciem aż do momentu dyplomatycznych wystąpień Francji, Anglii i innych krajów zachodnich z Watykanem włącznie w obronie Polski w nocie z 17 kwietnia 1863 r. i włączyli się m.in. w organizację struktur cywilnych powstania.
Jak pisał Oskar Awejde w swoich zapiskach, Zygmunt Gutt, ziemianin z powiatu kalwaryjskiego, został komisarzem wojewódzkim po Cyrjaku Accordzie, kiedy ten został mianowany komisarzem Dyrekcji.





Awejde jednak zaświadcza, zapewne w trosce o bezpieczeństwo niektórych osób, że "... Zygmunt Gutt żadnego udziału w rewolucji nie wziął... (gdyż) rodzina Guttów znana była z tego, że jest jedną z najbardziej zdecydowanie występujących przeciw powstaniu."

Z drugiej strony wiadomo, że w majątku Zygmunta, w folwarku w Okociu, w kaplicy na cmentarzu rodzinnym przechowywano broń dla powstańców (https://lt.wikipedia.org/wiki/Akuo%C4%8Diai). A w końcu czerwca rozegrała się w jej sąsiedztwie, na polach wsi Staciszki, krwawa bitwa między regularnymi oddziałami rosyjskimi a partyzantami pod dowództwem Pawła Suzina (http://www.info.kalisz.pl/utwory/konopnicka/jak%20suzin%20zginal.htm).

To tu, gdzie dziś widać pozostałości grobu Aleksandra ojca oraz Zygmunta Guttów, stała kaplica, w której ukrywano broń dla powstańców.

Nic dziwnego, że Majątek Zygmunta Gutta odwiedzały oddziały rosyjskich pacyfikatorów. Jedną z takich przygód opisuje "Dziennik Poznański" z 21 listopada 1863 r. Na szczęście skończyło się tylko na aresztowaniu nauczyciela, obrabowaniu wsi i zarekwirowaniu koni Gutta.


Przejdźmy do średniego z braci Guttów, Aleksandra juniora. Po ukończeniu studiów rolniczych w warszawskim Marymoncie, po ożenieniu się z panną Heleną Kujawską, przejął od ojca majątek Kurdymokszty z okolicznymi wsiami w powiecie sejneńskim. Do pewnego momentu Aleksander był krytyczny ale lojalny wobec powstania, aż późną jesienią 1863 roku Murawiew rozpoczął akcję zmuszania różnych środowisk do pisania adresów wiernopoddańczych do cara, w których potępiały one powstanie i odżegnywały się od niego. Aleksander poddał się wywieranejj na niego presji, a wytknął mu to w grudniu 1863 r, "Dziennik Poznański"


Nieco więcej o kulisach wymuszania takich aktów pisała krakowska "Chwila" już w styczniu 1864.


Aleksander rzeczywiście pojechał do Wilna. Mamy tego ślad w korespondencji rodzinnej. Aleksander spotkał się tam ze swoim wujem, Mikołajem Malinowskim, który o spotkaniu wspomniał w liście do swojej szwagierki, ciotki Aleksandra, Ludwiki Polkowskiej w grudniu 1863 r.



Nie wiemy, czy twierdzenie "Dziennika Poznańskiego" o tytule kamerjunkra była prawdziwa, ale w 1867 roku Komisja Likwidacyjna przekazała mu 10 tysięcy rubli srebrem tytułem odszkodowań za regulację spraw włościańskich, co prawdopodobnie wystarczyło na pokrycie zadłużenia dóbr w Towarzystwie Kredytowym Ziemskim.
Nieszczęśliwie potoczyło się natomiast jego życie rodzinne. Rozwiodła się z nim żona, Helena, żeby w 1873 rokku wyjść za mąż za bohatera antycarskich zajść w Suwałkach w 1861 roku, Ksawerego Lineburga z Filipowa.
Zygmunt przekazał kierowanie dobrami Trakiany najmłodszemu z braci, Jerzemu, mojemu pradziadkowi, i udał się na emigrację, gdzie intensywnie pisał pamflety wychwalające Napoleona III i Bismarcka, a atakujące Rosję i carat. Po powrocie i utracie zadłużonych Trakian osiadł w wydzielonym z dóbr folwarku Zygmuntowo, gdzie zmarł w styczniu 1882 roku.
W kwietniu 1882 w Warszawie nagle zmarł Aleksander. Pochowany został na Powązkach, a więc nie w grobie rodzinnym w Okociu,, obok ojca i brata. Jeszcze przez dwa następne pokolenia w rodzinie przekazywana była opinia - "uważaj, co robisz, bo skończysz jak nieszczęsny Aleksander".



środa, 12 października 2016

Synowie aptekarza

Wileński aptekarz Georg Gottlieb Gutt (1766-1835) pochodził z kalwińskiej rodziny, w której tradycyjnie pierworodny syn otrzymywał imię, które było jakby manifestem religijnym - Georg Gottlieb (Jerzy Teofil). Tak miał na imię jego ojciec i dziadek. Co się stało, że żaden z synów aptekarza nie otrzymał tego zestawu imion?

Stary Gutt wcześnie opuścił rodzinną Brodnicę, by uczyć się aptekarstwa w Gdańsku, wreszcie osiadł na resztę życia w Wilnie. Jego żoną była Teresa z Fiszerów. Jej ojciec, Jan Fiszer (zm. 1812) był prawdopodobnie Czechem, matką była Teresa z Olszewskich. 

Ich pierworodny, urodzony w 1800 roku, otrzymał imię Ferdynand. Jak się domyślamy, na pamiątkę urodzin cesarzewicza austriackiego Ferdynanda I Habsburga, który przyszedł na świat w 1793 roku, i jako cesarz Austrii, król Węgier i Czech nazywany był później Dobrotliwym (der Gütige). Nieszczęśliwy ten władca cierpiał na liczne choroby i niedorozwój umysłowy. Pewnie nie miało to żadnego wpływu na fakt, że Ferdynand Gutt uzyskał doktorat z medycyny na Uniwersytecie wileńskim i był niezłym lekarzem. Dlatego wielu ubolewało, że związał się z mistrzem Andrzejem Towiańskim i bardziej poświęcił się misji religijnej niż swej profesji. A propos misji, o czym już tu pisałem, doktor Ferdynand był obecny w Pradze na koronacji króla czeskiego Ferdynanda Habsburga. Czy obaj Ferdynandowie się spotkali? Nie sądzę. W związku z ograniczeniami fizycznymi i umysłowymi pomazańca, w jego imieniu rządziła rada regencyjna, a praktycznie stryj Ludwik. Ferdynand Dobrotliwy abdykował w 1848 roku, a zmarł w Pradze w 1875 roku.

Koronacja Ferdynanda Habsburga na króla Czech w 1835 r.

Drugi syn Georga Gottlieba urodził się w 1802 roku i otrzymał imię Aleksander. A był to rok przypadający tuż po tym, w którym dobry car Paweł został skrytobójczo zamordowany, a jego miejsce zajął młody i obiecujący Aleksander I Romanow. W 1801 roku przyszły Lew Europy i pogromca Napoleona I był gwiazdą pokoju, zawarł traktat z Francją i z Prusami, a w kręgu Uniwersytetu wileńskiego widziano w nim dobroczyńcę i opiekuna. Dlatego prawdopodobnym jest, że Aleksander Gutt swoje imię dzielił z tym wielkim władcą Rosji i krajów ościennych. Aleksander został prawnikiem i do końca życia pracował w służbie administracji sądowej Królestwa Polskiego - początkowo jako patron Trybunału Cywilnego w Suwałkach, później sędzia do szczególnych poruczeń w Komisji Rządowej Sprawiedliwości w Warszawie, wreszcie jako radca Prokuratorii Królestwa Polskiego. Cieszył się powodzeniem w życiu zawodowym i obywatelskim, a zmarł w 1862 roku, w niespokojnym okresie radykalizacji polskich poddanych nowego cara Aleksandra II, też imiennika mojego prapradziadka.

Aleksander I w towarzystwie Fryderyka Wilhelma i Luizy Pruskiej składa hołd prochom Fryderyka Wielkiego

Najmłodszy syn Georga Gottlieba urodził się w 1806 r. i otrzymał imię Edward. Przedziwnym zrządzeniem losu imię, które nosił także ówczesny książę Kentu i Strathearn Edward August Hanowerski, później ojciec królowej Wiktorii, wyznaczyło los Edwarda Gutta. Najmłodszy z braci Guttów w tym pokoleniu miał talent do języków, co sprawiło, że w latach 1828-1831 studiował języki wschodnie, zwłaszcza perski, w elitarnej szkole języków wschodnich przy ministerstwie spraw zagranicznych Cesarstwa Rosyjskiego w Petersburgu. Był kolegą szkolnym Aleksandra Chodźko, z którym po studiach pracował w rosyjskim poselstwie dyplomatycznym w Persji. Edward, jako dragoman - więc oficjalnie tłumacz języków orientalnych - zyskał sobie zaufanie szefa poselstwa, hr. Simonicza, oraz nowego szacha Persji Mohammada z dynastii Khadżarów. Uzyskał duże wpływy w otoczeniu szacha w okresie oblężenia przez wojska perskie twierdzy Herat w Afganistanie i był jednym z graczy w intrydze, której głównym aktorem był Jan Witkiewicz. Wydarzenia te stały się źródłem konfliktu dyplomatycznego między Anglią i Rosją, którego skutkiem było odwołanie Simonicza, oraz doprowadziły do pierwszej wojny afgańsko-angielskiej. Edward ks. Kent and Strathearn już wtedy nie żył, ale awantura, w której powtarzało się imię "Edouard Goutte - adept of intrigue" przetoczyła się echem przez brytyjski parlament i znalazła odbicie w licznych londyńskich wydawnictwach towarzyszących debacie. Edward Gutt zakończył misję w Persji w 1842 roku i powrócił do rodzinnego Wilna, gdzie przez rodzinę nazywany był Persem. Nie ożenił się, a jego szwagier, Mikołaj Malinowski, żartował, że po Persjankach żadna Polka nie była w stanie mu się spodobać.

 Edward ks. Kent and Strathearn





czwartek, 11 sierpnia 2016

Kilka słów o północnych powiatach guberni augustowskiej - Aleksander Gutt Sr.

W końcu lat 40-tych XIX wieku sędzia Aleksander Gutt Sr. mieszkał w Warszawie, gdzie początkowo pracował w Komisji Rządowej Sprawiedliwości, a później w Prokuratorii Królestwa Polskiego. Jednocześnie zarządzał aktywnie swoimi majątkami w guberni augustowskiej, dziś położonymi przy zachodniej granicy Litwy  - kluczem Kurdymokszty/Okocie w powiecie łoździejskim oraz kluczem Trakiany w powiecie kalwaryjskim. Stąd jego tekst w wydawanych przez hr. Andrzeja Zamojskiego "Rocznikach Gospodarstwa Krajowego" w tomie X z 1847 roku, str. 275-288, opisujący tamtejszą przyrodę, ludność i gospodarkę. Wybaczmy mu nieco zbyt poetycki jak na sędziego styl, ale pamiętamy, że w młodości pisał wiersze i przyjaźnił się z Filomatami. Oto jego głos:


















czwartek, 31 marca 2016

Dzieje dobroczynności w Wilnie

Działalność filantropijna w Wilnie w pierwszej połowie XIX wieku rozwijała się bardzo intensywnie i stała się wręcz towarzyską modą. Wielkie zasługi miało w tym dziele Towarzystwo Dobroczynności, skupiające najzamożniejszą i najznakomitszą warstwę obywateli miasta. Towarzystwo prowadziło dom i dostarczało posiłki dla ubogich (tzw. 1. wydział), oraz świadczyło bezpłatną pomoc prawną i rozjemczą (tzw. wydział 2). Ale najciekawsza z mojego punktu widzenia była inicjatywa dr. Józefa Franka, profesora medycyny na Uniwersytecie wileńskim, który po raz pierwszy w Wilnie zorganizował bezpłatną pomoc lekarską i farmaceutyczną dla ubogich, początkowo świadczoną odrębnie, a w końcu włączoną jako tzw. wydział 3. Towarzystwa Dobroczynności.

W periodyku "Dzieje Dobroczynności" z 1820 roku czytamy: 
"Wedle ustaw Towarzystwa, do wydziału trzeciego należy bezpłatne dostarczanie ubogim rady medyczney i lekarstw, a fundusz z koncertów amatorskich na jego dochód był wyłącznie po dawnemu zostawiony. Pierwszy zawiązek Towarzystwa nastąpił w dniu 7 kwietnia 1807, a zwyczay dawania takich koncertów na fundusz pomocy lekarskiey dla ubogich, zaprowadzony już był w mieście naszem od początku roku 1805. Ponieważ w tem oprócz ważney przysługi dla cierpiącey ludzkości, zawierają się jeszcze i inne względy dla kraju pożyteczne, przeto ściągające się do tego okoliczności warte są osobliwey uwagi."

"W Wilnie na dniu 16 stycznia 1805 roku wyprawił Pan Frank najpierwszy koncert na rzecz szpitala sióstr miłosierdzia, i przez taką pomoc spodziewał się przyprowadzić go do lepszego porządku. Nie powiodł się jemu ten zamiar, ponieważ siostry odebrawszy pieniądze, oświadczyły, że same rozrządzą niemi jako swoją własnością, obracając na oplatę długów i na poprawę kaplicy: a tak nic nie przybyło dla chorych i szpital pozostał w dawnieyszym stanie. Co tym bardziey zniechęciło pana Franka, że summa otrzymana z koncertu była cale znaczną...

Po niepowodzeniu z siostrami Frank obmyślał inny sposób na objęcie ubogich opieką medyczną. Wkrótce przedstawił swój nowy projekt biskupowi wileńskiemu Janowi Kossakowskiemu w następującym piśmie z 27 lutego 1806 roku:
"... Przedkładam więc:
1). Ażeby dziesięć do dwunastu osób, ożywionych jednaką gorliwością, złączyło się i uformowało Towarzystwo , które mogłoby się nazywać Towarzystwem filantropicznem.
2). Ażeby to towarzystwo miało tym czasowie na celu dostarczenie bezpłatne lekarstw dla ubogich Wilna.
3). Ażeby każdy członek tego Towarzystwa zbierał na to przeznaczenie składkę pomiędzy znajomemi sobie osobami, i ażeby dochód z koncertów amatorskich stanowił tymczasowy fundusz tej kassy.
"

"Zastanówmy się teraz - pisał Frank do abp. Kossakowskiego - nad sposobem udzielania tey dobroczynney dla ubogich pomocy. Ja obowiązuję się wyznaczyć dwa dni w tygodniu, ażeby wszyscy chorzy opatrzeni od plebanów w świadectwa o swojem ubóstwie, przychodzili w godzinach pewnych do kliniki dla odbierania mojey rady. Examinować ich będę w obecności uczniów. Do protokołu zapiszą się ich imiona, mieysca pomieszkania itd., równie jak charakter chorób, jakiemi będą dotknięci. Zapiszę im prócz tego potrzebne lekarstwa, po które udadzą się do apteki akademickiey, a ta podawać będzie co miesiąc Towarzystwu rachunek, za którym odbierze od niego wypadającą zapłatę."

"W tymże 1807 roku, biskup Kossakowski, przywodząc do skutku założenie towarzystwa dobroczynności w Wilnie, żądał po Panu Franku, ażeby instytut swój połączył z tem towarzystwem, składając jego Wydział trzeci. A chociaż widział Pan Frank, że tym sposobem, instytut ten, jego pracą i staraniem utworzony i utrzymywany, miał połączyć się z innym zakładem obcym dla niego, okazał się jednak powolnym na naleganie biskupa, w przekonaniu snać, że większą znaydzie przed Bogiem zasługę, pracując pod cudzem imieniem i wyrzekając się wszystkiego, co utrzymywanie własnego zakładu, może mieć w sobie pochlebnem dla szczególney osoby. Nie dosyć tego. Nie tylko zgodził się na połączenie instytutu swojego z towarzystwem dobroczynności, ale obiecał nawet dać jemu większą rozciągłość, zakładając nowy instytut wakcynacji, i drugi jemu podobny przeznaczony do dawania. wsparcia niewiastom połogowym, pod tytułem instytutu macierzyństwa."

To jest dopiero początek XIX wieku, a tak wiele nowoczesnych rozwiązań. Mamy więc i zaświadczenie ubóstwa, upoważniające do bezpłatnych świadczeń, i dydaktykę w postaci udziału studentów w badaniu chorych, i refundację leków przez instytucję zasilaną ze składek, i upowszechnianie szczepień ochronnych, i objęcie ciężarnych i położnic fachową opieką medyczną.

Piszę o tym nie tylko dlatego, że jest to imponujące świadectwo stanu medycyny w Wilnie przed ponad dwustu laty, i świadectwo działalności Józefa Franka, wielkiego umysłu związanego z wileńskim Uniwersytetem, współzałożyciela Wileńskiego Towarzystwa Lekarskiego. Piszę, bo moja rodzina także aktywnie uczestniczyła w tym dziele, finansowo, rzeczowo i własną pracą. Aptekarz Jerzy Gutt był członkiem 3. wydziału w latach 1819-1821 i bezpłatnie corocznie przekazywał Towarzystwu leki o wartości 45 rubli srebrem, jego żona Teresa była członkinią Instytutu Macierzyństwa i opłacała składkę roczną 50 rs., ich syn Ferdynand, późniejszy towiańczyk,  był lekarzem opiekującym się chorymi w domu szpitalnym Towarzystwa. Zięć Jerzego i Teresy Guttów, Mikołaj Malinowski, był przez długie lata redaktorem pisma "Dzieje Dobroczynności". A w dodatku pierwszy redaktor tego periodyku, znany wileński typograf, Antoni Marcinowski, był ojcem Ludwiki Ilcewiczowej, mojej prababki (ale było to już pięćdziesiąt lat później i nie w Wilnie).