piątek, 16 lutego 2018

c.d. ślubu w Janowcu - pechowy weterynarz


W poprzednim rozdziale, o ślubie Marii i Mariana Barlickich w Janowcu, wspomniałem, że świadkiem był wuj panny młodej Adam Bernard Franciszek trojga imion Edwardowicz Ilcewicz, lekarz weterynarii z Łowicza. Warto poszerzyć informację o tej postaci, chociaż dla dalszych losów rodziny Guttów potomkowie Adama nie mieli już większego znaczenia.

Ojciec Ludwiki, mojej prababki oraz jej młodszego braciszka Adama, Edward Ilcewicz urodził się w Trokach na Litwie. Od co najmniej 1850 roku był pomocnikiem sekretarza w zarządzie wileńskiego wojennego gubernatora i generał gubernatora grodzieńskiego i kowieńskiego, w 1862 roku awansował na młodszego sekretarza, a 7 lipca 1863 roku został sekretarzem wileńskiego gubernialnego zarządu ds. włościańskich. Od 1850 r.  sekretarz kolegialny, 1855-1860 radca tytularny, 1864 radca dworu. Niespodziewanie w końcu tego roku objął obowiązki prezydenta Suwałk. Na urząd prezydenta został zainstalowany 28 grudnia 1864 roku, a faktycznie objął go 1 stycznia 1865 roku. Zwolniony z urzędu zapewne w 1869 roku, został nim ponownie ok. 1874 roku i pełnił aż do śmierci. Z urzędu jako prezydent w 1882 roku był członkiem zarządu straży ogniowej w Suwałkach. Zmarł nagle w 1883 r.


Ten króciutki rys historyczny potrzebny jest, by pokazać, że Adam Ilcewicz miał trudne dzieciństwo. Starsza siostra jego, Ludwika urodziła się w 1850 roku i wyjazd do Suwałk w dni bezpośrednio po upadku powstania styczniowego przeżywała bardzo patriotycznie – kurator okręgu szkolnego Sołtanowski skarżył się, że buntowała młodzież męską tutejszego gimnazjum. Natomiast urodzony w 1864 roku Adam był w tym czasie oseskiem, aż dziwne, że matka zdecydowała się na opuszczenie z nim Wilna i budowę nowego domu w Suwałkach.

Tymczasem Adam wyrósł, odbył studia i został lekarzem weterynarii. Po studiach początkowo zamieszkał w Ostrowi Mazowieckiej, ale wkrótce objął stanowisko powiatowego lekarza weterynarii w Pułtusku i ożenił się w 1892 roku z Władysławą Benigną Chylińską, urodzoną w Suwałkach córką Władysława Chylińskiego i Benigny z Godlewskich. Dwudziestopięcioletnia wówczas Władysława z Chylińskich Ilcewiczowa była już ciotką urodzonej w 1885 roku Zosieńki Chylińskiej, tej, która za kilkanaście lat zostanie żoną jednego z najbardziej niezwykłych współczesnych polskich poetów, Bolesława Leśmiana. Tak, Leśmian mówił do Adama Ilcewicza – „mój wuju”!


Adamowi i Władysławie urodziła się w następnym roku córka Maria Władysława, a później, w 1895 r.  syn Jan. W końcu lat 90-tych Adam Ilcewicz został weterynarzem powiatowym w Łowiczu, gdzie przeniósł się z rodziną. Wkrótce radca dworu Ilcewicz stał się osobą znaczącą wśród łowickiej inteligencji. Między innym zasłużył się biorąc udział w założeniu w 1901 roku Towarzystwa Wzajemnego Kredytu w Łowiczu (http://lowiczanin.info/wiki/index.php?title=Towarzystwo_Wzajemnego_Kredytu), znanego i istniejącego do dziś w formie spółdzielczej Banku Ziemi Łowickiej, którego był członkiem Rady Nadzorczej przez szereg lat wspólnie z Władysławem Grabskim, późniejszym premierem rządu IIRP i autorem reformy pieniężnej.


Nie wiem, jak to było w tej Komisji Rewizyjnej – pewnie Grabski nad wszystkim czuwał – bo Adam do pieniędzy miał stosunek chyba ambiwalentny, co stało się przyczyną jego późniejszych kłopotów z magistratem i rosyjskimi prokuratorami.

Teraz przejdę do akt sprawy prowadzonej przez prokuraturę warszawską w latach 1909-1910  przeciwko Adamowi Ilcewiczowi i dwóm innym osobom o niedopełnienie obowiązków urzędowych.

W 1906 roku rząd gubernialny warszawski udzielił zgody łowickiemu magistratowi na pobór opłat za ubój zwierząt z hodowli gospodarskiej w miejskiej rzeźni. Odpowiedzialnym za działalność rzeźni był powiatowy lekarz weterynarii. Bezpośrednią kontrolę, w szczególności przestrzeganie procedury sprawował strażnik weterynaryjny Piotr Gorodnik.  Według ustaleń śledczych procedura powinna przebiegać w następujący sposób:  zgłaszający się do rzeźni chłopi mieli najpierw wpłacić taksę do kasy miejskiej, a kwit wydany przez kasjera Ludwika Zarembę mieli okazać przy przekazaniu zwierząt do uboju Gorodnikowi. Tymczasem często zdarzało się, że Zaremba był nieobecny lub nie mógł wydać pokwitowania, gdyż zgubił lub zapomniał formularzy. W tej sytuacji Ilcewicz przymykał oko, gdy Gorodnik odbierał gotówkę bezpośrednio od chłopów, nie wydając im pokwitowań, i zanosił ją Zarembie, który w zależności od sytuacji wydawał mu zbiorcze pokwitowanie, lub nie wydawał. Proceder taki trwał od 1907 do 1909 roku i według obliczeń śledczych, wynikających z różnic w raportowanej ilości ubitego bydła i trzody, straty magistratu mogły wynieść ok. 800-900 rubli.



Jak można się domyślić, wina oskarżonych była oczywista, a kariera Ilcewicza jako powiatowego weterynarza, skończona.
Po I Wojnie rodzina Ilcewiczów mieszkała w Łowiczu nadal. Przy Rynku Kościuszki 2 w latach 1920-1930 mieszkał syn Adama Jan, którego pamiętał jeszcze mój ojciec.


Jan ukończył studia geodezyjne i został porucznikiem saperów – stacjonował w Łowiczu, a w 1939 roku mieszkał w Częstochowie. Na zdjęciu z 1919 roku widzimy młodego człowieka w mundurze - miał wtedy 24 lata. Jego siostra Maria wyszła za mąż za Topolskiego, naczelnego inżyniera kopalni „Paryż” (później „Aleksander Zawadzki”) w Dąbrowie Górniczej. W tej samej Dąbrowie, w której dyrektorem szpitala został Marian Barlicki, mąż tejże Marysi z Mszadli spod Janowca.




środa, 31 stycznia 2018

Ślub w Janowcu

Pamiętam jako siedmioletni dzieciak spędzałem z rodzicami wakacje na zamku w Janowcu u pana Kozłowskiego, jedynego chyba w PRL-u właściciela zamku. A było to 22 lipca, więc ku czci Firlejów pan Kozłowski z moim ojcem załadowali zamkową armatę skądś zdobytym prochem i strzelili na wiwat, aż się resztka tynku z murów posypała. W ciągu pół godziny dwóch milicjantów na rowerach wjechało na dziedziniec i ojca mojego z panem Kozłowskim chwilowo zatrzymali, ale po wyjaśnieniu celu tej salwy, zwolnili. To wydarzenie mi się przypomniało, gdy zacząłem pisać o innej hucznej uroczystości, tym razem rodzinnej, która miała tu miejsce w 1901 roku, o ślubie siostry mojego dziadka z bratem późniejszego polityka II RP. Oto jak się sprawy miały...

Po przedwczesnej śmierci sędziego Aleksandra Gutta w grudniu 1862 roku rada familijna, zgodnie z ostatnią wolą zmarłego, zatwierdziła podział majątku między jego synów, uznając, że córki z chwilą zamążpójścia zostały już właściwie zaopatrzone. Tak więc właścicielem Trakian i Okocia został ostatecznie najstarszy syn sędziego, Zygmunt. A Kurdymokszty, Rymieć i okolice znalazły się w rękach Aleksandra juniora. Najmłodszy, Jerzy, miał być spłacony przez Zygmunta, ale tymczasem wybuchło powstanie styczniowe i wiele spraw się skomplikowało.


Po upadku powstania, Zygmunt, który jako członek stronnictwa Białych brał udział w cywilnych władzach województwa suwalskiego, obawiając się represji, zdecydował się na emigrację do Wielkiego Księstwa Poznańskiego, nie zważając na pogarszający się stan majątków i kłopoty ze spłatą długów. Żeby zasłonić się przed wierzycielami, fikcyjnie wydzierżawił Trakiany i Okocie najmłodszemu bratu, a przekazując mu też majątek ruchomy, uważał, że spłacił zaległą część spadku Jerzemu. Gdy Jerzy zaczął gospodarować w majątku, uznał, że pora założyć rodzinę, gdyż po ukończeniu studiów na Uniwersytecie Petersburskim na wydziale prawa i kameralistyki (zarządzania), jego sytuacja wciąż nie była ustabilizowana.

W 1870 roku Jerzy Gutt ożenił się z Ludwiką Ilcewiczówną, córką prezydenta Suwałk, panną bardzo patriotyczną i utalentowaną muzycznie. Gdy w 1871 roku rodził się mój dziadek, Jan Stanisław (Stanisław to po Moniuszce, bardzo zaprzyjaźnionym z rodziną Ilcewiczów kompozytorze), interesy zaczęły iść krytycznie źle i wierzyciele, poczuwszy się oszukiwanymi, wystąpili przeciwko Zygmuntowi i Jerzemu na drogę sądową. Sąd w 1872 roku ustanowił nad Trakianami kuratora, a Zygmunt powrócił na stałe do kraju. Jerzy z żoną i maleńkim synem uznali, że nie mają już co tu robić i że trzeba szukać zajęcia gdzie indziej. Poprzez stare znajomości ojca z rodziną hrabiów Tołstojów, Jerzemu udało się otrzymać posadę plenipotenta Lwa Tołstoja i wyjechał z rodziną na całe 12 lat do Jasnej Polany i Bogoduchowa w guberni Orzelskiej. Tam urodziła się w 1873 roku ich córka Maria, a w 1882 roku Zofia.


W 1883 roku Guttowie wrócili z Rosji i szukali miejsca, w którym mogli by osiąść. Początkowo chcieli kupić dom w Suwałkach, ale ponieważ w sądzie guberni Radomskiej wakowało miejsce pomocnika sędziego, a w majątku Regów nieopodal Kozienic i Radomia gospodarowała owdowiała siostra Jerzego, Maria, rodzina zdecydowała się przenieść do Radomia. W 1889 roku Jerzy Gutt został sędzią gminnym w Bodzentynie, ale dopiero decyzja o wyjeździe do Gostynina i przejęcie w 1893 roku kancelarii notarialnej po Ludwiku Ulejskim ustabilizowało interesy rodzinne na dłużej.

 

Gostynin, ul. Kutnowska 20. Tu znajdowała się kancelaria notarialna pradziadka. 


Grób pradziadka na cmentarzu w Gostyninie.


Wróćmy teraz do Jana Stanisława i jego sióstr. Mój dziadek do dwunastego roku życia kształcił się w szkołach w Rosji. Po powrocie do "Kraju Nadwiślańskiego" (jak mówili Rosjanie) ukończył edukację maturą i wyjechał do Warszawy kontynuować naukę w szkole nauk technicznych Jerzego Kuehna. W 1890 roku wstąpił na znane kursy ogrodniczo-pszczelnicze Lewickiego na Koszykowej, które ukończył z odznaką w 1891 roku. Lewicki zapamiętał młodego, obiecującego pszczelarza, bo w 1894 roku wysłał go z misją do Topczydaru pod Belgradem w celu uzdrowienia tamtejszych pasiek i krzewienia pszczelnictwa. Jerzy  napisał stamtąd obszerne sprawozdanie do wydawanej we Lwowie prasy pszczelniczej, szczegółowo omawiając zły stan pasiek i swoją ciężką pracę. Dziwne, że nie poświęcił ani słowa ciekawostkom turystycznym, jak byśmy dziś powiedzieli, a więc pałacowi królewskiemu, szkole rolniczej czy słynnemu monastyrowi, a choćby nawet linii tramwajowej łączącej Topczydar z Belgradem. Młody był i skupiony na zadaniu, które otrzymał.


Po roku pracy w Serbii Jan wrócił do rodziny do Gostynina. W 1895 r. wspólnie bawili się przy wigilijnym stole. Siostra Marysia, o dwa lata od niego młodsza, była świetną partnerką do różnych zabaw. Zosia, o dziesięć lat młodsza, była jeszcze dzieckiem. Rezultatem tych wspólnych wieczorów przy rozwiązywaniu szarad była nagroda Satyrycznego Kalendarza Polskiego redagowanego przez Or-Ota na 1995 rok.
Maria i Jan zdobywają nagrodę za rozwiązanie szarady, 1896 rok.


Nie mając wystarczających funduszy na samodzielne wydzierżawienie folwarku, w którym mógłby prowadzić swoją pasiekę i sady owocowe, Jan rozglądał się za posadą ogrodnika w różnych majątkach. Z pomocą przyszła mu ciotka Maria Lewicka, siostra jego ojca.

Boguszówka dzisiaj.


Lewicka była wdową, osobą bezdzietną lecz bardzo rodzinną. Posiadała duże dobra w powiecie kozienickim, znane głównie z hodowli koni.  Konie z Regowa zdobywały nagrody na licznych wystawach rolniczych. W skład dóbr regowskich wchodził również folwark Boguszówka, położony mniej więcej o kilometr drogi na południe od znanego sanktuarium maryjnego w Wysokim Kole. Lewicka oddała ten folwark bratankowi w dzierżawę. Jan dał się tam poznać jako zdolny ogrodnik i sadownik, którego szkółka drzew owocowych w 1897 roku była jedną z najlepszych w guberni radomskiej.


Ten długi wstęp był konieczny, żeby doprowadzić nas do wydarzeń, będących właściwym tematem artykułu. W 1899 roku niespodziewanie umiera ojciec. Jan zmuszony jest zaopiekować się matką i siostrami. Boguszówka nie jest właściwym miejscem dla rodziny, albo przynajmniej tak się Janowi wydaje, więc w pobliżu szuka majątku, który mógłby samodzielnie wydzierżawić. I znajduje go w Mszadli, parafia Janowiec, nieopodal Zwolenia. Majątek jest duży, Jan potrzebuje pomocy wykwalifikowanego ogrodnika, sam również poświęca się pracy, pisze też do „Ogrodnika Polskiego” o swoich osiągnięciach. Matka i siostry chyba zaakceptowały nowe miejsce, ale zdają sobie sprawę, że są dla Jana ciężarem.
Mszadla   1899-1913.


Zamek w Janowcu, kościół parafialny u stóp wzgórza zamkowego.


W tym czasie Marysia poznała w Warszawie młodego medyka, Mariana Barlickiego. Urodzony w 1865 roku, w 1898 roku uzyskał dyplom lekarza na Uniwersytecie Warszawskim. Jak się poznali, nie wiem. Julian Kulski, działacz społeczny znany jako prezydent Warszawy w latach okupacji, tak pisze w swoich pamiętnikach: „”Urodziłem się w Warszawie (5 grudnia 1892) przy ulicy Żurawiej 25, gdzie wtedy zamieszkiwali rodzice... Zajmowaliśmy skromne jednopokojowe mieszkanko z kuchnią na parterze w oficynie. Podobny lokal na pierwszym piętrze nad nami zajmował student medycyny, a następnie lekarz – Marian Barlicki. On to ratował mnie, gdy zjeżdżając po poręczy drewnianych schodów, wiodących z podwórza do klatki schodowej, spadłem tak nieszczęśliwie, że uległem skomplikowanemu złamaniu piszczeli w pobliżu kolana. Doktor Barlicki zestawił mi nogę bardzo umiejętnie...” I dalej: „Nie wiem, czy znajomość moich rodziców z doktorem Marianem Barlickim nawiązała się dopiero z powodu okazanej mi pomocy lekarskiej, czy raczej już dawniej z racji bliskiego sąsiedztwa, ani też kiedy rodzice zetknęli się po raz pierwszy z bratem doktora, Norbertem, podówczas, tj. w latach 1900-1904, studentem prawa uniwersytetu warszawskiego.”


I tak się sprawy potoczyły, że Maria Ludwika Guttówna i Marian Barlicki zdecydowali się na zawarcie małżeństwa. Ślub, jak to zwykle bywa, odbył się w kościele parafialnym panny młodej, a więc w Janowcu,  siedzibie parafii, do której należała Mszadla.   
Akt ślubu, Janowiec 26.10.1901 r.


Wyobrażam sobie ten wieczór, sobota 26 października 1901 roku o godzinie piątej po południu, a więc już po zachodzie słońca, kościół janowiecki u stóp góry zamkowej. Wśród gości Ludwika  z Ilcewiczów Guttowa z córką Zofią, Maria z Guttów Lewicka, być może Kuczyńscy z Koroszczyna, pewnie Plewińscy, z którymi wkrótce rozpocznie się spór o Regów, rodzina matki panny młodej - Ilcewiczowie, rodzina pana młodego - Barliccy. Świadkami byli – stryj panny młodej Adam Ilcewicz, lekarz weterynarii zamieszkały wówczas w Łowiczu, oraz jej brat Jan Stanisław Gutt, gospodarz Mszadli. Ślubu udzielali kapłani ks. Henryk Radoszyński i ks. Antoni Ostrach. Po ceremonii orszak ślubny udał się do dworu brata panny młodej, po drugiej stronie wzgórza zamkowego.


Barliccy jeszcze do 1906 roku mieszkali w Warszawie, gdzie Marian był lekarzem w szpitalu Dzieciątka Jezus. Później przenieśli się do Dąbrowy Górniczej, gdzie Barlicki został chirurgiem w szpitali św. Wincentego. Niestety Maria zmarła w listopadzie 1923 roku. Nie mieli potomstwa. Marian był później dyrektorem szpitala św. Wincentego, a po 1936 r. dyrektorem Zjednoczonego Szpitala św. Wincentego i św. Barbary. Zmarł 28 grudnia 1939 roku.


Jan Gutt gospodarował w Mszadli jeszcze do 1913 roku, po czym wydzierżawił majątek Radkowice między Bodzentynem a Starachowicami od Jerzego Kriedenera i w ten sposób następne lata jego życia związały się z Górami Świętokrzyskimi i z rodziną Rykowskich. Ale to już zupełnie inna historia.

czwartek, 7 września 2017

Historia pewnego mazurka

Najstarszy syn sędziego Aleksandra Gutta i Marianny z Referowskich, właścicieli Trakian i Okocia w Guberni Suwalskiej, od urodzenia świetnie się zapowiadał. Zygmunt rozwijał talenty muzyczne i literackie, pasjonował się polityką, dzielnie zajmował się rolnictwem po przejęciu ojcowskich majątków. Był oczkiem w głowie dla rodziców oraz wzorem dla rodzeństwa, które podporządkowywało mu się w każdej sprawie.

Jako dwudziestolatek Zygmunt próbował swych sił w muzyce - grał na fortepianie, komponował miniatury muzyczne, które następnie wydawał ojcowskim nakładem. W 1851 roku wydał zbiór kontredansów. które w Kurierze Warszawskim z 9 grudnia 1851 roku anonsowano następująco:



Po 30 kopiejek! Za to w kronice towarzyskiej Kuriera Warszawskiego z 8 lutego 1852 roku czytamy o pojawieniu się w składzie nut Friedlejna nowej kompozycji Zygmunta, mazurka dedykowanego księżniczce Amelii Ogińskiej, wnuczce wielkiego Michała Kleofasa, rówieśniczce i sąsiadce Zygmunta z Wiejsieji - dóbr Ogińskich, położonych w pobliżu Okocia Guttów i Justyanowa Abłamowiczów.


Skąd ta dedykacja - mogę się tylko domyślać. Nie wiem jak i kiedy młodzi się poznali, ale ojciec Zygmunta, sędzia Aleksander, gdy jeszcze był adwokatem w Suwałkach, dobrze znał ojca Amelii, ks. Tadeusza Ogińskiego, którego spotykał często w Justyanowie u Abłamowiczów. Była to bliska znajomość, jeśli nie zażyłość. Książe Ogiński był świadkiem na ślubie siostry Aleksandra, Ludwiki, ze Stanisławem Polkowskim, zawartym w kościele w Kopciowie, i gościem na ich weselu w Justyanowie, gdzie Ludwika mieszkała po śmierci pierwszego męża, Adama Brekowskiego.

Tadeusz Ogiński był synem ks. Michała Kleofasa Ogińskiego i jego pierwszej żony, Izabeli Lasockiej. Urodzony w 1798 roku był o cztery lata starszy od Aleksandra. Ożenił się z Marią von Roenne, z którą miał trzy córki - Natalię, Gabrielę i właśnie Amelię. Amelia otrzymała zapewne imię, a także talent muzyczny, po swojej ciotce, przyrodniej siostrze Tadeusza, Amelii Załuskiej, znanej pianistce i kompozytorce.



Zygmunt Gutt, przystojny, elokwentny i równie utalentowany sąsiad, a przy tym rówieśnik, chętnie popisywał się przed Amelią, ale nie miał żadnych szans matrymonialnych u arystokratycznej panny. Amelia wyszła za mąż za hrabiego Witolda (drugie imię Zygmunt!) Wołłowicza i żyła długo i szczęśliwie. 



A Zygmunt zmarł w styczniu 1882 roku w Trakianach, pochowany został w Okociu. Rok przed nim zmarła w Wiejsiejach u Ogińskich wcześniej wspomniana ciotka Zygmunta, Ludwika Polkowska. Czy mazurek był grany przez Amelię i czy jakieś kopie jego nut gdzieś się jeszcze plączą na tym świecie - nie wiem... dźwięczy mi tylko w uszach pożegnanie ojczyzny, najsławniejszy utwór dziadka Amelii.








wtorek, 1 sierpnia 2017

Przyczynek do sporów o kamienicę Gutta w Wilnie (cd.)

Jakiś czas temu pisałem, że po śmierci Edwarda Gutta dom w Wilnie dostał się w ręce jego bratanka Zygmunta, który zmarnował spadek przez nieszczęśliwe transakcje z hr. Rajnoldem Tyzenhauzem ( http://guttowie.blogspot.com/2013/11/spory-o-kamienice-gutta.html ). Dziś wiem, w jaki sposób to Zygmunt stał się jedynym sukcesorem stryja i dzisiejsza opowieść będzie o spadkobraniu.
Warto tu przypomnieć, że Guttowie nie byli rodziną osób długowiecznych. Dziadek Edwarda, Georg Gottlieb z Brodnicy, żył zaledwie 51 lat. Ojciec, aptekarz Jerzy Teofil, został zamordowany w wieku 69 lat. Ale starsi bracia i siostry Edwarda żyli jeszcze, gdy w końcu 1861 roku beniaminek, zatwardziały kawaler, umarł bezdzietnie, mając zaledwie 55 lat  (Aleksander zmarł w 1862 r., Anna Malinowska w 1863, Ferdynand w 1872 r. a Ludwika Polkowska w 1881 r.).
Tuż przed śmiercią, podczas pobytu u brata Aleksandra i jego syna Zygmunta w Trakianach w lipcu 1861 roku, Edward własnoręcznie spisał testament, w którym uczynił Zygmunta jedynym spadkobiercą. Wspomniałem już, że Edward nie miał żony ani dzieci, ale żyło wtedy czworo jego rodzeństwa, żyły też inne dzieci jego rodzeństwa. Wyraźne, staranne, równe pismo, przypominające pismo z jego listów do domu w czasach misji perskiej, raczej wyklucza fałszerstwo. Ale jakby spodziewając się problemów, testator zastrzega wielokrotnie, że jest w pełni władz fizycznych i umysłowych, nikt na niego nie wywiera nacisku, dokładnie zna skutki spisywanej decyzji i kategorycznie wyraża swoją wolę. Z resztą przeczytajmy sami:


Dla zupełnej pewności, że nikt nie zechce podważać takiego testamentu, na jego odwrocie pozostali synowie Aleksandra - Aleksander junior z kurdymokszt oraz Jerzy bez ziemi - też złożyli deklaracje poparcia dla decyzji stryja, podpisując je własnoręcznie. Poświadczając, że osobiście był obecny przy spisaniu testamentu, Aleksander junior podpisał swoją deklarację data późniejszą o ponad dwa tygodnie! 


W pół roku później stryj już nie żył, a testament został ogłoszony i w Wilnie, i w sądzie w Suwałkach. Co było dalej, wiemy. Ale kto wymyślił tę operację i dlaczego, nadal nie jesteśmy pewni. Według jednej z hipotez pomysł pochodził od sędziego Aleksandra seniora, który wiedząc o zbliżającym się odejściu brata, chciał ułatwić przyszłe postępowanie spadkowe, wcześniej fikcyjnie ograniczając liczbę spadkobierców - przecież i tak wszystko pozostanie w rodzinie - i skłaniając brata do takiego zadysponowania swoim majątkiem. Mogło to również mieć na celu uniknięcie ujawnienia wśród powołanych do spadku emigranta politycznego, jakim był stryj Ferdynand. Zgoda sióstr i szwagra, Mikołaja Malinowskiego, opierała się zapewne na spłaceniu ich roszczeń wcześniej, po śmierci ich ojca Jerzego. 
Dobre chęci Aleksandra jednak obróciły się przeciwko rodzinie. W rok po śmierci Edwarda umarł Aleksander senior, pół roku później zmarła Anna Malinowska. Rozpoczęło się powstanie styczniowe i wystąpiły trudności w komunikacji między Królestwem a Litwą. Zygmunt przystąpił do konspiracji i pośredniczył w zaopatrywaniu powstańców w broń, wskutek czego po powstaniu czasowo wyemigrował do Wielkiego Księstwa Poznańskiego. Aleksander junior, skompromitowany adresami do cara, przeżywający problemy rodzinne, wycofał się z życia. Jerzy po ślubie z córką prezydenta Suwałk, Ludwiką Ilcewiczówną, wyjechał za chlebem do Rosji - zatrudnił go Lew Tołstoj do obsługi prawnej Jasnej Polany. Hrabia Tyzenhauz, który kupił dom w przeddzień powstania, pieniądze za niego złożył w prykazie, gdzie czekały na powrót podejrzanego o współpracę z rządem powstańczym właściciela z zagranicy. A resztę historii znamy z wcześniejszych notatek ...
http://guttowie.blogspot.com/2013/11/spory-o-kamienice-gutta.html

wtorek, 28 marca 2017

Chrzciny w Justyanowie

Zagadkowa to sprawa, dziwny to był rok - ten 1836. Po ślubie patrona przy Trybunale Cywilnym  Aleksandra Gutta z Marią z Referowskich, wdową po Gustawie Myszkowskim, który odbył się w 1829 roku, w Suwałkach rodziły się ich kolejne dzieci: Maria w 1830 r., Zygmunt w 1831 r., Aleksander jr. w 1833 r., Stefania w 1834 r. W 1836 r. Maria oczekiwała narodzin kolejnego potomka.
Guttowie utrzymywali kontakty towarzyskie z rodzinami członków miejscowej palestry i władz wojewódzkich, miejscowej inteligencji i okolicznego ziemiaństwa. Jeszcze zanim Aleksander senior poślubił Marię, jego starsza siostra, Ludwika, żona Adama Brekowskiego, urzędnika Komisji Wojewódzkiej, zaprzyjaźniła się z Ignacym i Anną Abłamowiczami z majątku Justyanów w powiecie sejneńskim. Adam i Ludwika pobrali się w Wilnie w 1827 roku, a już w 1828, kiedy Adam Brekowski niósł do chrztu Mariannę Abłamowiczównę, Ludwika była serdeczną przyjaciółką Anny, swojej rówieśnicy.
Aleksandrostwo Guttowie poznali w Justyanowie między innymi książąt Ogińskich, właścicieli sąsiednich dóbr Wiejsieje, oraz Stanisława Polkowskiego, komisarza obwodu sejneńskiego. Po śmierci Adama Brekowskiego w marcu 1833 roku, Ludwika wyjdzie powtórnie za mąż właśnie za tegoż Stanisława. Ale nie uprzedzajmy wypadków.
W 1835 r. w listopadzie został zamordowany w Wilnie ojciec Aleksandra. Wypadałoby jechać, organizować pogrzeb, nadzorować postępowanie spadkowe. Tymczasem żądania spadkowe postawione przez Aleksandra i Ferdynanda konfliktują ich z rodziną pozostającą w Wilnie, siostrami Anną, żoną Mikołaja Malinowskiego, i owdowiałą Ludwiką. Ferdynand jest za granicą, Aleksander oczekuje narodzin kolejnego dziecka. Nadchodzi marzec 1836 r. Maria jest w ósmym miesiącu ciąży, trudno jej poruszać się, ale czuje się silna. Ma przecież dopiero 26 lat. 
W Justyanowie radość, dnia 3. marca Ignacemu i Annie Abłamowiczom urodził się syn, Kazimierz Tadeusz Xawery. Na szybki chrzest goście byli od pewnego czasu przygotowani, więc już następnego dnia w kościele parafialnym w Kopciowie zebrali się według aktu chrztu: Ignacy i Anna z Hoffmanów Abłamowiczowie, Kazimierz Wolmer (z Hołn), Antoni i Katarzyna z Abłamowiczów Kruszewscy, książę Tadeusz i księzna Maria Ogińscy, Aleksander i Maria z Referowskich Guttowie oraz Stanisław Polkowski.


Wkrótce po tej podróży, 23 kwietnia Maria Guttowa też urodziła syna, Jerzego Edwarda. W spisanym rok później akcie chrztu ksiądz Makowski napisał z wyczuwalnym przekąsem: "...którego akt dla prawnych interessów i niebytności Oyca w domu aż teraz zapisanym został". 
Rozumiemy te "prawne interessa", ale nie przeszkodziły one w szybkim wypadzie z oczekującą rychłego rozwiązania żoną do Justyanowa na chrzest dziecka przyjaciół. Odłożenie niemal o rok chrztu własnego syna pozwoliło wszakże, by Ferdynand, który zatrzymał się u brata w Suwałkach 26 lutego 1837 roku, w drodze powrotnej do Wilna, został ojcem chrzestnym mojego pradziadka, który otrzymał na chrzcie imiona - pamiątkę po swoim zamordowanym dziadku Jerzym i po swym "orientalno - dyplomatycznym" stryju Edwardzie. 




To nie koniec wydarzeń towarzyskich 1836 roku. Stanisław Polkowski, który w marcu został chrzestnym Kazimierza Abłamowicza, w czerwcu ożenił się z Ludwiką z Guttów, wdową po Adamie Brekowskim, siostrą mecenasa Aleksandra. Ślub odbył się w kościele w Kopciowie, a świadkami byli niemal wszyscy, zebrani wcześniej na chrzcinach Kazimierza Abłamowicza - ks. Ogiński, Wolmer,  Kruszewski i brat nowo-zaślubionej Aleksander. Z aktu ślubu dowiadujemy się też, że Ludwika mieszkała w dworze w Justyanowie. Musiała się tam zatrzymać niedawno, bo po śmierci Adama Brekowskiego wróciła do Wilna i mieszkała tam w domu swego ojca aż do jego tragicznej śmierci w 1835 roku.




Stosunki Aleksandra i Ludwiki Polkowskiej z Abłamowiczami trwały wiele lat i przeniosły się na pokolenie synów Aleksandra. Józef Abłamowicz był bardzo zżyty z Zygmuntem Guttem. A co się stało z Kazimierzem, chrześniakiem Marii Guttowej? Kilkadziesiąt lat później, na weselu jednej z Abłamowiczówien z Borewiczem, widzimy na rodzinnej fotografii w Justyanowie (jednej z ostatnich przed sprzedażą majątku) tego właśnie Kazimierza siedzącego na trzecim krześle od lewej, obok swojej żony Józefy:

Wesele J. Abłamowiczówny z Borewiczem  1—Kazimierz Abłamowicz, 2—Marja jego żona, 3—ich córka Wanda, 4—ich syn Ignacy, 5—Józef Abłamowicz, 6—jego żona Józefa, 7—Ada i 8—Hela, ich córki Foto © Dominik Abłamowicz |
 

niedziela, 22 stycznia 2017

Powstanie styczniowe 1863


Konflikty na tle politycznym wewnątrz rodzin to nie jest zjawisko występujące tylko w czasach obecnych. Opiszę tu przypadek, jaki miał miejsce w mojej rodzinie podczas powstania styczniowego 1863 roku. W wyniku tego konfliktu jeden z członków rodziny został niemal wymazany z pamięci przyszłych pokoleń. A był to konflikt między stryjami mojego dziadka, Zygmuntem i Aleksandrem juniorem.
Alexander Gutt ojciec, radca Prokuratorii KP, zmarł na początku grudnia 1862 roku. Jego starsi synowie od kilku lat samodzielnie gospodarowali w swoich majątkach: Zygmunt w Trakianach w powiecie kalwaryjskim, a Aleksander junior w Kurdymoksztach w powiecie sejneńskim. Najmłodszy, Jerzy, mój pradziadek, po studiach prawniczych w Petersburgu zamieszkał u Zygmunta w Trakianach. Powstanie zaskoczyło ich w toku postępowań spadkowych, podziału majątku, regulowania wzajemnych należności, więc naturalnie nie mogło być, przynajmniej na razie, sprawą priorytetową.
Młodzi Guttowie poparli reformy Wielopolskiego, pisze o tym Zygmunt w jednej z broszur ("Pokój w Villa-Franca, jego wpływ na sprawy europejskie", wyd. Z. Gerstmann, Bruksela-Lipsk, 1864), które wydawał już po upadku powstania, będąc na emigracji. W wyborach samorządowych w 1861 roku Zygmunt został wybrany do Rady Powiatowej Sejneńskiej oraz Rady Gubernialnej Guberni Augustowskiej z powiatu augustowskiego. Sympatyzował ze stronnictwem Białych i był przeciwny wybuchowi powstania w ówczesnych warunkach.
Po wybuchu powstania Biali wstrzymywali się z jego poparciem aż do momentu dyplomatycznych wystąpień Francji, Anglii i innych krajów zachodnich z Watykanem włącznie w obronie Polski w nocie z 17 kwietnia 1863 r. i włączyli się m.in. w organizację struktur cywilnych powstania.
Jak pisał Oskar Awejde w swoich zapiskach, Zygmunt Gutt, ziemianin z powiatu kalwaryjskiego, został komisarzem wojewódzkim po Cyrjaku Accordzie, kiedy ten został mianowany komisarzem Dyrekcji.





Awejde jednak zaświadcza, zapewne w trosce o bezpieczeństwo niektórych osób, że "... Zygmunt Gutt żadnego udziału w rewolucji nie wziął... (gdyż) rodzina Guttów znana była z tego, że jest jedną z najbardziej zdecydowanie występujących przeciw powstaniu."

Z drugiej strony wiadomo, że w majątku Zygmunta, w folwarku w Okociu, w kaplicy na cmentarzu rodzinnym przechowywano broń dla powstańców (https://lt.wikipedia.org/wiki/Akuo%C4%8Diai). A w końcu czerwca rozegrała się w jej sąsiedztwie, na polach wsi Staciszki, krwawa bitwa między regularnymi oddziałami rosyjskimi a partyzantami pod dowództwem Pawła Suzina (http://www.info.kalisz.pl/utwory/konopnicka/jak%20suzin%20zginal.htm).

To tu, gdzie dziś widać pozostałości grobu Aleksandra ojca oraz Zygmunta Guttów, stała kaplica, w której ukrywano broń dla powstańców.

Nic dziwnego, że Majątek Zygmunta Gutta odwiedzały oddziały rosyjskich pacyfikatorów. Jedną z takich przygód opisuje "Dziennik Poznański" z 21 listopada 1863 r. Na szczęście skończyło się tylko na aresztowaniu nauczyciela, obrabowaniu wsi i zarekwirowaniu koni Gutta.


Przejdźmy do średniego z braci Guttów, Aleksandra juniora. Po ukończeniu studiów rolniczych w warszawskim Marymoncie, po ożenieniu się z panną Heleną Kujawską, przejął od ojca majątek Kurdymokszty z okolicznymi wsiami w powiecie sejneńskim. Do pewnego momentu Aleksander był krytyczny ale lojalny wobec powstania, aż późną jesienią 1863 roku Murawiew rozpoczął akcję zmuszania różnych środowisk do pisania adresów wiernopoddańczych do cara, w których potępiały one powstanie i odżegnywały się od niego. Aleksander poddał się wywieranejj na niego presji, a wytknął mu to w grudniu 1863 r, "Dziennik Poznański"


Nieco więcej o kulisach wymuszania takich aktów pisała krakowska "Chwila" już w styczniu 1864.


Aleksander rzeczywiście pojechał do Wilna. Mamy tego ślad w korespondencji rodzinnej. Aleksander spotkał się tam ze swoim wujem, Mikołajem Malinowskim, który o spotkaniu wspomniał w liście do swojej szwagierki, ciotki Aleksandra, Ludwiki Polkowskiej w grudniu 1863 r.



Nie wiemy, czy twierdzenie "Dziennika Poznańskiego" o tytule kamerjunkra była prawdziwa, ale w 1867 roku Komisja Likwidacyjna przekazała mu 10 tysięcy rubli srebrem tytułem odszkodowań za regulację spraw włościańskich, co prawdopodobnie wystarczyło na pokrycie zadłużenia dóbr w Towarzystwie Kredytowym Ziemskim.
Nieszczęśliwie potoczyło się natomiast jego życie rodzinne. Rozwiodła się z nim żona, Helena, żeby w 1873 rokku wyjść za mąż za bohatera antycarskich zajść w Suwałkach w 1861 roku, Ksawerego Lineburga z Filipowa.
Zygmunt przekazał kierowanie dobrami Trakiany najmłodszemu z braci, Jerzemu, mojemu pradziadkowi, i udał się na emigrację, gdzie intensywnie pisał pamflety wychwalające Napoleona III i Bismarcka, a atakujące Rosję i carat. Po powrocie i utracie zadłużonych Trakian osiadł w wydzielonym z dóbr folwarku Zygmuntowo, gdzie zmarł w styczniu 1882 roku.
W kwietniu 1882 w Warszawie nagle zmarł Aleksander. Pochowany został na Powązkach, a więc nie w grobie rodzinnym w Okociu,, obok ojca i brata. Jeszcze przez dwa następne pokolenia w rodzinie przekazywana była opinia - "uważaj, co robisz, bo skończysz jak nieszczęsny Aleksander".



środa, 12 października 2016

Synowie aptekarza

Wileński aptekarz Georg Gottlieb Gutt (1766-1835) pochodził z kalwińskiej rodziny, w której tradycyjnie pierworodny syn otrzymywał imię, które było jakby manifestem religijnym - Georg Gottlieb (Jerzy Teofil). Tak miał na imię jego ojciec i dziadek. Co się stało, że żaden z synów aptekarza nie otrzymał tego zestawu imion?

Stary Gutt wcześnie opuścił rodzinną Brodnicę, by uczyć się aptekarstwa w Gdańsku, wreszcie osiadł na resztę życia w Wilnie. Jego żoną była Teresa z Fiszerów. Jej ojciec, Jan Fiszer (zm. 1812) był prawdopodobnie Czechem, matką była Teresa z Olszewskich. 

Ich pierworodny, urodzony w 1800 roku, otrzymał imię Ferdynand. Jak się domyślamy, na pamiątkę urodzin cesarzewicza austriackiego Ferdynanda I Habsburga, który przyszedł na świat w 1793 roku, i jako cesarz Austrii, król Węgier i Czech nazywany był później Dobrotliwym (der Gütige). Nieszczęśliwy ten władca cierpiał na liczne choroby i niedorozwój umysłowy. Pewnie nie miało to żadnego wpływu na fakt, że Ferdynand Gutt uzyskał doktorat z medycyny na Uniwersytecie wileńskim i był niezłym lekarzem. Dlatego wielu ubolewało, że związał się z mistrzem Andrzejem Towiańskim i bardziej poświęcił się misji religijnej niż swej profesji. A propos misji, o czym już tu pisałem, doktor Ferdynand był obecny w Pradze na koronacji króla czeskiego Ferdynanda Habsburga. Czy obaj Ferdynandowie się spotkali? Nie sądzę. W związku z ograniczeniami fizycznymi i umysłowymi pomazańca, w jego imieniu rządziła rada regencyjna, a praktycznie stryj Ludwik. Ferdynand Dobrotliwy abdykował w 1848 roku, a zmarł w Pradze w 1875 roku.

Koronacja Ferdynanda Habsburga na króla Czech w 1835 r.

Drugi syn Georga Gottlieba urodził się w 1802 roku i otrzymał imię Aleksander. A był to rok przypadający tuż po tym, w którym dobry car Paweł został skrytobójczo zamordowany, a jego miejsce zajął młody i obiecujący Aleksander I Romanow. W 1801 roku przyszły Lew Europy i pogromca Napoleona I był gwiazdą pokoju, zawarł traktat z Francją i z Prusami, a w kręgu Uniwersytetu wileńskiego widziano w nim dobroczyńcę i opiekuna. Dlatego prawdopodobnym jest, że Aleksander Gutt swoje imię dzielił z tym wielkim władcą Rosji i krajów ościennych. Aleksander został prawnikiem i do końca życia pracował w służbie administracji sądowej Królestwa Polskiego - początkowo jako patron Trybunału Cywilnego w Suwałkach, później sędzia do szczególnych poruczeń w Komisji Rządowej Sprawiedliwości w Warszawie, wreszcie jako radca Prokuratorii Królestwa Polskiego. Cieszył się powodzeniem w życiu zawodowym i obywatelskim, a zmarł w 1862 roku, w niespokojnym okresie radykalizacji polskich poddanych nowego cara Aleksandra II, też imiennika mojego prapradziadka.

Aleksander I w towarzystwie Fryderyka Wilhelma i Luizy Pruskiej składa hołd prochom Fryderyka Wielkiego

Najmłodszy syn Georga Gottlieba urodził się w 1806 r. i otrzymał imię Edward. Przedziwnym zrządzeniem losu imię, które nosił także ówczesny książę Kentu i Strathearn Edward August Hanowerski, później ojciec królowej Wiktorii, wyznaczyło los Edwarda Gutta. Najmłodszy z braci Guttów w tym pokoleniu miał talent do języków, co sprawiło, że w latach 1828-1831 studiował języki wschodnie, zwłaszcza perski, w elitarnej szkole języków wschodnich przy ministerstwie spraw zagranicznych Cesarstwa Rosyjskiego w Petersburgu. Był kolegą szkolnym Aleksandra Chodźko, z którym po studiach pracował w rosyjskim poselstwie dyplomatycznym w Persji. Edward, jako dragoman - więc oficjalnie tłumacz języków orientalnych - zyskał sobie zaufanie szefa poselstwa, hr. Simonicza, oraz nowego szacha Persji Mohammada z dynastii Khadżarów. Uzyskał duże wpływy w otoczeniu szacha w okresie oblężenia przez wojska perskie twierdzy Herat w Afganistanie i był jednym z graczy w intrydze, której głównym aktorem był Jan Witkiewicz. Wydarzenia te stały się źródłem konfliktu dyplomatycznego między Anglią i Rosją, którego skutkiem było odwołanie Simonicza, oraz doprowadziły do pierwszej wojny afgańsko-angielskiej. Edward ks. Kent and Strathearn już wtedy nie żył, ale awantura, w której powtarzało się imię "Edouard Goutte - adept of intrigue" przetoczyła się echem przez brytyjski parlament i znalazła odbicie w licznych londyńskich wydawnictwach towarzyszących debacie. Edward Gutt zakończył misję w Persji w 1842 roku i powrócił do rodzinnego Wilna, gdzie przez rodzinę nazywany był Persem. Nie ożenił się, a jego szwagier, Mikołaj Malinowski, żartował, że po Persjankach żadna Polka nie była w stanie mu się spodobać.

 Edward ks. Kent and Strathearn