środa, 27 listopada 2013

Spory o kamienicę Gutta

Po śmierci w 1861 roku Edwarda Gutta, orientalisty i byłego tłumacza poselstwa rosyjskiego przy dworze perskim, syna aptekarza Georga Gottlieba Gutta, dom przy Wielkiej 40 (lub wg ówczesnej numeracji Zamkowej/Wielkiej 108) został przez sukcesorów sprzedany. Nabywcą był znany w Wilnie arystokrata Rajnold Tyzenhauz, który jeszcze w końcu lat 50-tych XIX w. udzielał Annie z Guttów Malinowskiej pożyczek pod hipotekę tego domu.  Transakcję realizował wnuk aptekarza, Zygmunt Gutt, poeta, muzyk, pisarz polityczny, właściciel klucza Trakiany-Okocie. Niestety i wówczas usiłowano dla uniknięcia podatków przeprowadzać różne kombinacje, na których, jak historia pokazała, Tyzenhauz znał się lepiej. Zygmunt nie darował mu straconych pieniędzy aż do śmierci, angażując w odzyskanie tej kwoty wiele znanych i zasłużonych osób. Poniżej wierszowany pamflet przeciwko Tyzenhauzowi, który Gutt napisał po rozprawie sądu polubownego w Wielkanoc 1878 roku w Wilnie (ze zbiorów Biblioteki Jagiellońskiej). Smakowite.

 
 

Marszałkowskie Sądy

W Wielki Czwartek 1878 r.

Szkice obyczajowe z Wileńskiego bruku

p B. Świerszcza.

 
                                                                                                              Do  
                                                                                                              Edwarda Römera.
 
Nie jam Cię wybrał na sędziego sporu
Bo Tyś hrabiowską dostał nominacją.
Nie byłeś sędzią z mojego wyboru,
Lecz sprawa czysta. Świętą Świerszcz miał racją.
Kto by nie sądził, nie czuł on obawy.
A Edward Römer – głoszą - „Człowiek prawy”,
Choć nie przegada Pana „adwokata”...                                 (Brochockiego)
Chociaż Domejki moralnie nie wzniesie...
No!... ukrzyżują!... Lecz w takim procesie
Römer przynajmniej wyda sąd Piłata!...
                Ja tak mniemałem, gdy oni posłowie
                Hrabiego – dali do mego podpisu
                Ów akt zwołania niby kompromisu...
                Lecz nie dość na tem, że arbitr-sędziowie
                Wszyscy wybrani z Tyzenhauza świty.
                Ale o dziwy! Ci światłym poglądem
                Mają dać wyrok przeciw jednej stronie...
                Bo hrabia nawet nie staje przed sądem.
                To sąd na Gutta!... W hrabiego obronie!...
Veto! Panowie, takie trybunały
Dotąd się w Litwie nie praktykowały!
Tyzenhauz dłużny – przyznaje, że dłużny,
Skoro dziś Römer za niego chciał płacić!...
Gutt więc ma prawa, nie chce łask, jałmużny!
Lecz wyście radzi magnata wzbogacić
Z krzywdą bliźniego, z krzywdą czci i mienia...
O! Powinszować czystego sumienia!...
                Hrabia wypędził Gutta z jego chaty,
                Ani procentu, ani kapitału
                Od lat czternastu nie płaci, bogaty,
                A u Was na to nie ma trybunału?
Czy tu potrzeba głowy Salomona,
Gdy rzecz tak prosta, tak jasna, tak czysta.
Wszak z Gutta domu Tyzenhauz korzysta,
Niech za dom płaci i sprawa skończona!
                Magnat przywłaszcza skarbowe „poszliny”...
                Frymarczy słowem, krzywdą się bogaci...
                Podstępem wdziera się pod dach, nie płaci.
                Wy nie możecie w tem dopatrzeć winy?...
Przed złotym cielcem schyleni w pokorze
Na stos ofiarny skazujecie brata
W Wielkim Tygodniu... Z Was żaden nie może
Krzyżując... wydać choćby Sąd Piłata!?
                Wy śmiecie żądać, Wy z czystym sumieniem,
                By Gutt za gardło przez policję wzięty...
                Dał Wam „rozpiskę”... że jego spór święty
                Był – do Hrabiego prostem urojeniem!?
Wy śmiecie żądać, abym pokrzywdzony,
Bez prawa głosu, bez prawa obrony,
Gdy mi wydarta mych praojców chata,
Uchylił czoło przed workiem magnata?
                Darzycie rublem... mówiąc: „I to z łaski...
                Bo lat dziesięciu zaszło przedawnienie.”
                Ja wolę raczej pozdzierać Wam maski...
                A krzywda moja na Wasze sumienie! ...
Zaiste bardzo ciekawy wypadek
I wielki honor spotkał emigranta -
Hrabia Tyzenhauz wziął po Guttach spadek.
Widocznie przyznał mnie za familianta!
Zaszczyt nie lada! Mego ślepowrona
Niemieckich grafów przykryje korona.
Świetna affera! Kto wie? W przyszłym czasie
Gdy grosz mój w Jego procentuje kassie,
Może z kolei bez dzieci, bez żony...
Zamrze, legując Guttowi swe miliony?..
Nie lada gratka! ... I gruba gotówka!
Wprawdzie koło niej uwija się wdówka...
Mamunie córki na ... „rzempołkę” wiodą...
O tom spokojny; nie skuszą urodą...
Chociaż graf chwali, jeśli „ładna skóra...”,
Lecz na tem koniec! O! Pożal się Boże!...
Wąż z rajskiem jabłkiem ... tam nic nie pomoże,
Gdzie poskąpiła złowroga natura,
Dając apetyt, żądze na milliony,
Lecz ... wstręt do kobiet! Graf nie pojmie żony.
                Mamunie, papy, niech w łokieć całują...
                Mogą też córki bawić w melomanki...
                Umrze bezdzietnie, kto żył bez kochanki...
                A więc: Przezdzieccy... i Gutt sukcedują!...
Ongi na słowo polskiego magnata
Była nabytą moich dziadów chata.
Prałat Bowkiewicz, Romery, Domejki
Byli świadkami całej opperacji,
Że za dom Hrabia nie dał mi kopiejki,
Kazano czekać!... Bo graf z licytacji
Chciał dom już własny powtórnie kupować,
By coś na ... „kaźnie poszlin” utargować.
                Graf kazał czekać, cierpliwie czekałem,
                Aby Tyzenhauz na targach pozornych
                Do swego domu nabył praw bezspornych,
                Boć ja, prywatnie, dom mu już sprzedałem.
                Cały interes więc mnie nie dotyczył.
                Dziewięć tysięcy; dał mi na to słowo,
                Że w jego kassie mam ten grosz po stryju!
Aż wtem – powstanie! ... Rządy Murawiewskie...
Na emigracją wychodzę o kiju...
I na tułactwie, bez chleba, bez dachu,
Tonąc... chwytam się o zbawienia deskę...
Nie umrę z głodu, oto nie ma strachu,
Nie potrzebuję od Francyi jałmużny...
Dziewięć tysięcy Tyzenhauz mi dłużny!
                 Hrabia Przezdziecki, w Kraju zasłużony,
                Głośny z prawości i w literaturze,
                Więc brat z Kraszewskim po duchu i piórze...
                Tyzenhauz bratem Przezdzieckiego żony.
                Gdy mnie Kraszewski w opiekę przyjmuje,
                Przez Przezdzieckiego, gdy poczyni kroki,
                Więc Tyzenhauza weźmiemy za boki...
                Summę Przezdziecki mi wywindykuje.
Ja tak mniemałem. Kraszewski łaskawie
Wziął się do dzieła wnet z Przezdzieckim razem,
Lecz graf Tyzenhauz odrzekł, że „w tej sprawie
Gutt ma się liczyć nie z nim, a z Prykazem;
Że on dom kupił z targów, z licytacyi, ...
Że do Prykazu szacunek wypłacił,
Że Gutt od Niego żądać nie ma racyi.”
                Na domiar złego Gutt w Prykazie stracił:
                Był w emigracyi, zaszła „dawność” prawna...
                Rząd skonfiskował. Lecz tu rzecz zabawna:
No! Gutt w Prykazie pieć tysięcy stracił,
Boć tyle Hrabia do Prykazu złożył.
Kosztem więc Gutta hrabia Skarb bogaci...
Lecz czemuż cztery tysiące umorzył?
Wszak zgodził dziewięć! Dał słowo magnata,
Że mnie szacunek z targów nie dotyczy,
Że on mi dziewięć tysięcy odliczy
Skoro na Niego prawnie przejdzie chata!
Na to dowody są, na to są świadki,
Rząd pięć zagrabił, Graf połknął ostatki!...
Dziś więc o cztery tysiące spór idzie.
Niech mi zapłaci summę i procenta.
Mam słowo grafa, świadków, dokumenta!
Ja ex-emigrant zrujnowany w biedzie,
Głodny wróciłem do głodnej Ojczyzny.
Wszak z grafa łaski już pół ojcowizny
Rząd skonfiskował! Niech choć resztę zwróci!
Czyż ja tu żądam daru, czy jałmużny?
Czy się Gutt pienia, processuje, kłóci?
Czemuż nie płaci Tyzenhauz, gdy dłużny?!
Każą mnie sądzić... Koncept wyśmienity.
Hrabia za „swodem zakonow” ukryty,
Sąd pieczeniarzy!.. Więc wyrok moralny...
I sprawiedliwy... pod laską marszałka.
Gdyby nie „dawność”... to fakt, nie przechwałka...
Tę sprawę sądziłby sąd kryminalny!
„Choćby Sąd sądził, nie dam mu kopiejki.
On mi ubliżył, niech mnie popamięta!”
Woła Pan Hrabia. „Ja impertynenta...
Nauczę! Przyzwać Romera, Domejki
I Brochockiego, ten Gutta obliczy...
Domejko niechaj w sądzie przewodniczy!...”
 
Po tak szlachetnym Tyzenhauza kroku
Gutt się doczekał wyroku!
Za siedemnaście, dano – trzy tysiące,
A Pan Brochocki dowiódł jak na dłoni,
Że Szostakowski, prawnik, w piętkę goni...
Bo wyrok słuszny i jasny jak słońce.
Jasny? Nie jasny!
............................ Punkt niewyjaśniony:
                Jeśli dom Gutta na słowo kupiony,                                    (za 9 200 rs.)
                Cyfra wiadoma, Gutt nie chce jałmużny,
                Hrabia mu resztę szacunku jest dłużny!
                Jeżeli z aukcji chałupa nabyta,                                          (za 27 000 rs.)
                A Hrabia całość w Prykazie opłacił,                                   (5 400,-)
                Więc przed czternastu laty była kwita,
                Za cóż dziś hrabia trzy tysiące płacił?...
Brochocki prawnik, lecz i rachmistrz zdatny,
Bo nowe prawo i rachunek zrodził:
Gutt raz dom sprzedał, a z dwóch kass jest płatny,
Lecz obie płacą mniej jak hrabia zgodził!!!                                          (bo 8 400, nie 9 200)
Ale się stało! ... Domu pozbawiony,
Obdarty, jedno robię Ci zaklęcie.
Wielki podskarbich potomku wsławiony,
Proszę: nie pomiń Gutta w ... testamencie!
 
/Wilno, Wielkanoc 1878,
Bolesław Świerszcz,
1831 Suwałki – 1882 Trakiany k. Kalwarii Suw./

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz